terazrock.pl

Jeden z najbardziej charakterystycznych wokalistów, nie tylko w świecie metalu, kończy dzisiaj 59 lat. Bruce Dickinson, bo o nim mowa, to nie tylko charyzmatyczny frontman, ale człowiek-orkiestra, który działa na wielu innych, również pozamuzycznych, polach.

„Scream for me…” – okrzyk, po którym padają nazwy miast lub państw, gdzie wokalista akurat się znajduje, stał się czymś jedynym w swoim rodzaju. Znakiem rozpoznawczym Bruce’a Dickinsona, bez którego ciężko sobie wyobrazić koncert. Mało jednak brakowało byśmy nigdy go nie usłyszeli. Podobnie jak niezwykłego głosu, który od ponad trzydziestu lat wywołuje ciarki na plecach. 

Nergal chce nagrać punkowy album

Zielony groszek

Bruce Dickinson urodził się 7 sierpnia 1958 roku w Worksop, małym górniczym miasteczku, w Wielkiej Brytanii. Kiedy przyszły wokalista Iron Maiden przyszedł na świat jego rodzice byli jeszcze nastolatkami. Jak sam twierdzi jego narodziny były przypadkiem. Początkowo matka próbowała usunąć ciążę, aborcja jednak się nie udała. Młoda para musiała więc znaleźć pracę, aby móc się utrzymać. Brakowało im jednak czasu, a także odpowiednich predyspozycji, dlatego też małego Bruce’a wychowywali przede wszystkim dziadkowie.

Dickinson nie należał do szkolnych aniołków. W wieku 12 lat został wysłany do Internatu, gdzie z jednej strony się usamodzielnił, a z drugiej wciąż rozrabiał. Na tyle mocno, że pięć lat później został z niego wydalony. Powód? Dosyć surrealistyczny - nasikanie do obiadu. 

Pełniłem z kolegami dyżur w kuchni i naszym zadaniem było przygotowanie posiłku dla dyrektora, jego zastępcy oraz starszych uczniów, którzy byli kimś w rodzaju nadzorców. Zdecydowaliśmy się ugotować im zielony groszek i podać go w zielonkawym sosie własnego wyrobu. Zjedli wszystko – zupełnie się nie zorientowali. Niestety, wieczorem trochę popiliśmy i wygadaliśmy się przed kimś […] 

– wspominał po latach na łamach „TR”.

Choć edukację musiał zakończyć szybko, obecność w szkole pozwoliła rozwinąć się mu pod względem artystycznym. To tam po raz pierwszy usłyszał muzykę rockową (Deep Purple, Arthur Brown, Van der Graaf Generator), a także zaliczył pierwsze doświadczenia sceniczne (zapisał się do amatorskiego teatru). Kiedy w wieku 13 lat przesłuchał album „In Rock” wspomnianego wyżej legendarnego brytyjskiego zespołu, wiedział już kim chce w przyszłości zostać: profesjonalnym muzykiem. Co ciekawe, na początku wcale nie marzył o byciu drugim Ianem Gillanem. Wolał być pilnym uczniem Iana Paice’a. Jednak nie stać go było perkusję, zaczął więc flirtować z… bongosami. Na szczęście koledzy z grupy, w której wówczas występował, nie mogąc wytrzymać jego zmagań z tym instrumentem, pozwolili mu zaśpiewać. I właśnie w taki sposób Bruce Dickinson stał się wokalistą. 

Syrena alarmowa

Styx, Speed, Shots – te nazwy dzisiaj pewnie wielu nic nie mówią, ale właśnie w tych zespołach młody wokalista zbierał pierwsze szlify. Wszystkie jednak rozpadały się bardzo szybko. Dlatego też pierwszą ważną formacją, w której śpiewał Dickinson, był Samson, czyli wschodząca gwiazda nurtu NWOBHM (New Wave of British Heavy Metal). Nagrał z nimi dwa studyjne albumy, „Head On” (1980) oraz „Shock Tactics” (1981), i być może byłoby ich więcej, gdyby nie atmosfera wewnątrz, która nie należała do najlepszych. 

W tamtym okresie z Bruce’m skontaktował się Steve Harris, basista Iron Maiden, który zaproponował mu zastąpienie na stanowisku Paula Di’Anno

Przyznam, że od początku widziałem w Maiden kogoś takiego jak Bruce 

- po latach powiedział założyciel Żelaznej Dziewicy. Z kolei wokalista dodał: 

Obserwowałem ich, byli dobrzy, naprawdę cholernie dobrzy. Pamiętam, pomyślałem wtedy, że chciałbym do nich należeć. A raczej, że będę do nich należeć. Wiem, że będę. Nie próbowałem nawet znaleźć drogi dojścia do nich, po prostu czułem, że to nieuniknione.

I jak się okazało wokalny talent rozbłysnął właśnie w Iron Maiden. Już pierwszy album nagrany z Dickinsonem na pokładzie, „The Number of the Beast”, spowodował, że o formacji zrobiło się głośno, a Bruce otrzymał przydomek „syreny alarmowej”. Lata osiemdziesiąte to złoty okres w działalności grupy. Wspomniany „The Number…”„Piece of Mind”, „Powerslave”, „Somewhere in Time” oraz „Seventh Son of a Seventh Son” to albumy, na których ciężko znaleźć słabe punkty i które – co najważniejsze – zapisały się złotymi zgłoskami w historii muzyki metalowej. Dickinsonowi to jednak nie wystarczało.

Strona

Sonda - wypowiedz się!

Ulubiony solowy album Bruce'a Dickinsona to...

Tattooed Millionaire
12% (11 głosów)
Balls to Picasso
11% (10 głosów)
Skunkworks
2% (2 głosy)
Accident of Birth
30% (27 głosów)
The Chemical Wedding
33% (30 głosów)
Tyranny of Souls
10% (9 głosów)
Komentarze (6)
Aby dodać wątek musisz być zalogowany!
Poziom: 20
Faust dodano: 07.08.2017, 11:51 #1
Long Life Bruce!
Poziom: 19
flake9 dodano: 07.08.2017, 15:02 #2
Warzenie piwa, a nie ważenie.
MiettNaplett [213.155.***.***] dodano: 07.08.2017, 15:26 #3
Wszystkiego dobrego Bruce, śpiewaj sto lat
Poziom: 12
kadakrystian dodano: 07.08.2017, 23:34 #4
100 lat i dużo zdrowia
slayer [31.0.***.***] dodano: 08.08.2017, 10:34 #5
Sto lat Bruce, uwielbiam twój głos i Ciebie
pol [94.254.***.***] dodano: 08.08.2017, 11:44 #6
sto lat....... Bruce
© 2013 Advertigo S.A. All rights reserved
Projekt i realizacja: F3 Group