Recenzja płyty

Vader: The Beast


autor: ADAM BRZEZIŃSKI, tagi:
Rock This
Metal Mind
 
4
 
Intro; Out Of The Deep; Dark Transmission; Firebringer; The Sea Came In At Last; I Shall Prevail; The Zone; Insomnia; Apopheniac; Choices
Skład: Peter – voc, g; Mauser – g; Novy – b; Daray – dr
Produkcja: Piotr Wiwczarek
 
The Beast to obok  Demigod Behemotha – chyba najniecierpliwiej wyczekiwana przez krajowych słuchaczy płyta z ciężkim graniem. Komentarzy, jak powinna wyglądać nowa płyta Vadera i jaki kierunek muzyczny powinna obrać grupa, było co nie miara. Oczekiwano zmian, zarzucano Peterowi i spółce przewidywalność... Wiadomo, że przez lata Vader wypracował swój charakterystyczny styl, że konsekwentnie dochowuje wierności deathmetalowi. Pewne zmiany były chyba jednak konieczne.
I tak się stało. The Beast to dowód, że można uniknąć rutyniarstwa. W dodatku Bestia Vadera, wydaje się być o bardziej przemyślana, niż jej poprzedniczka, płyta Revelations. A co najważniejsze – Peter i spółka wprowadzili do swojej twórczości także elementy dotychczas w niej nie spotykane... Ale po kolei.
The Beast jest pierwszą w historii zespołu płytą nagraną z innym niż Docent perkusistą. Daray wywiązał się z powierzonego mu zadania znakomicie, a przecież zastąpienie takiego bębniarza jak Doc jest rzeczą niełatwą... To styl gry Docenta wlaściwie kreował brzmienie zespołu. Docent ostatnio opierał swą grę prawie wyłącznie na blastach, Daray wykazuje więcej inwencji (świetne blachy!). Tutaj od razu warto wspomnieć o doskonałej produkcji The Beast – to bez wątpienia najlepiej wyprodukowana płyta w historii Vadera. Na przykładzie bębnów słychać to znakomicie. Brawa dla Piotra Łukaszewskiego, okazał się chyba dla Vadera producentem optymalnym!
Inny nowy nabytek w składzie to basista... Novy. Brał on udział we wcześniejszych trasach Vadera, jednak to The Beast jest pierwszym materiałem zarejestrowanym z jego udziałem. Novy jest jednym z najoryginalniejszych i najsprawniejszych basistów na scenie deathmetalowej. Jego inwencję słychać w Out Of The Deep czy Choices – podejrzewam jednak, że chłopak mógłby wnieść do Vadera znacznie więcej.
Tyle o nowym składzie, czas przyjrzeć się bliżej utworom z The Beast. Po Intro „machina wojenna” rusza z Out Of The Deep. Ten najdłuższy na płycie numer jest właściwie jej świetną wizytówką. Tu zawarte są pomysły, które nadają ton temu albumowi. Riffy bardzo charakterystyczne, głos Petera bez zmian w porównaniu z ostatnimi wydawnictwami. Od razu przyciąga uwagę doskonała gra Daraya i pochody basowe. Istotne novum to inne, niż dotychczas, solówki gitarowe. Mauser i Peter zrezygnowali z „wajchy” na rzecz interesujących, często melodyjnych i zapadających w pamięć zagrywek. Słychać nawet klasyczne pojedynki gitarowe. To jedna z ważniejszych zmian z The Beast w muzycznym wizerunku zespołu. Poza tym pojawiło się znacznie więcej nietypowych dla Vadera riffów. Wraz z wspomnianymi solówkami wprowadzają one właściwie tradycyjnie heavymetalową czy thrashową atmosferę. Tak klasycznie metalowych riffów jak te z utworów I Shall Prevail czy Firebringer (znowu świetne solówki!) dotąd na płytach olsztynian nie było.
Ale mamy też na The Beast nawiązania do wcześniejszych wydawnictw grupy, jak Litany. Taki jest właśnie kawałek zatytułowany Insomnia.
The Sea Came In At Last z koleibardzo przypomina swoją niepokojącą atmosferą Carnal. Ci, którzy chcieliby, by Vader cały czas grał jak w okresie De Profundis, ucieszą się z pewnością słysząc The Zone Apopheniac. To jakby bezpośrednie nawiązania do tamtego albumu, ten sam ciężar, majestatyczny klimat, a w dodatku ten drugi numer to jeden z najbardziej „ połamanych” utworów na The Beast. Na koniec kolejna niespodzianka: Choices rozpoczyna się akustycznym wstępem (znowu po raz pierwszy w historii Vadera), niczym numer z okolic hardrockowej ballady! Następnie jednak utwór przeradza się w typowy dla Vadera koncertowy killer, oparty na niezłym, prawie blackmetalowym riffie.
Metalowi ortodoksi mogą zarzucić zespołowi „miękką grę” – zespół Petera nagrał najwolniejszy materiał w swojej długiej karierze. A czy The Beast jest jakimś przełomem? Na to pytanie trudno odpowiedzieć. Póki co, cieszmy się najlepszą i najciekawszą płytą Vadera od czasów De Profundis.

POWIĄZANE PŁYTY

  • Brak powiązanych płyt
Skomentuj na Facebooku
Dodaj komentarz
Treść komentarza...

Miesięcznik Teraz Rock

 

Płyta tygodnia

Rockshop Teraz Rock