Recenzja płyty

Scorpions: Fly To The Rainbow


autor: MARCIN GAJEWSKI , tagi:
Rock This

RCA (1974)

4,5

Speedy’s Coming; They Need A Million; Drifting Sun; Fly People Fly; This Is My Song; Far Away; Fly To The Rainbow

Skład: Klaus Meine – voc; Rudolf Schenker – g; Uli Roth – g; Jürgen Rosenthal – dr; Francis Buchholz – b

Produkcja: Frank Bornemann

Rewelacyjny Michael Schenker odszedł do UFO. Zastąpił go równie wspaniały Uli Roth. Zmiany personalne nastąpiły też w sekcji rytmicznej. To wszystko musiało odbić się na obliczu drugiej płyty zespołu. Już nie tak żywiołowej, różnorodnej i niezwykłej. Ale nie znaczy to, że po tych przemianach Scorpionsi stali się zespołem gorszym. Takie płyty jak Lonesome Crow robi się raz w życiu, ale Fly To The Rainbow nie obniża znacząco lotów formacji. Wprawdzie otwierający całość Speedy’s Coming jak na ich ówczesne poczynania robi wrażenie dość błahej rockowej piosenki, ale dalej już jest tylko świetne rockowanie, często dość bliskie tego, czym zespół zachwycał na debiucie. Zresztą ten album ma zadziwiająco podobną konstrukcję: zarówno na pierwszej, jak i na drugiej płycie mamy siedem utworów, przy czym i tam i tu zamykająca kompozycja tytułowa ma wielowątkowy charakter. To wszystko świadczyć może o tym, że grupa chciała zdyskontować artystyczny sukces Lonesome Crow. I prawie się udało.

Wydaje się jednak, że ten longplay nie jest już tak oryginalny. Znacznie więcej na nim śladów ówczesnych dzieł rocka. Choć trzeba przyznać, że Scorpionsi niezwykle ciekawie mieszają tu swe inspiracje. Na przykład w prawie dziesięciominutowym utworze tytułowym partie sekcji rytmicznej przywołują na myśl Lost Angeles grypy Colosseum, ale na pierwszym planie zamiast organów Hammonda mamy melodyjne unisona gitar na modłę Wishbone Ash. Zaś w drugiej części utworu pojawia się zupełnie inny wątek: muzycy roztaczają subtelne harmonie jakby wprost zaczerpnięte z hendrixowskiego Little Wing, a w finale wyrasta nam cudowny patos eksponowany pięknymi partiami gitary i jest to wspaniała kulminacja. Podobne skojarzenia wracają tu jeszcze nie raz. W They Need A Million o żwawej, bardzo dynamicznej rytmice kłania się Valentyne Suite, zaś okrasą This Is My Song są gitarowe kantyleny prowadzone unisono, co znów przywodzi na myśl styl Wishbone Ash. Wydaje się też, że zespół pozostał pod wrażeniem rozwoju swojej niedawnej gwiazdy i jej ówczesnych popisów z grupą UFO (Far Away).

Mimo to Scorpionsi już wówczas wypracowali własne niepowtarzalne walory. Już tutaj mamy pierwszą uroczą balladę (Fly People Fly), będącą pierwowzorem formy, która kilka lat później stała się specjalnością zespołu. Poza tym na chlubny wyróżnik formacji wyrósł śpiew Klausa Meine, nie tylko raczący melodią, ale również spajający dość zróżnicowane motywy. A trzeba przyznać, że grupa bardzo stara się, aby i ten album był różnorodny. W tym celu nawet odstawiła Klausa od mikrofonu! Zaś zastępujący go Roth zaśpiewał dość szorstkim, matowym głosem, zespół podsunął takież riffy, przez co utwór (Drifting Sun) zabrzmiał całkiem niescorpionsowo, na dodatek w końcówce zrobiło się tu dość transowo, co jeszcze podkreślił Uli frapującymi zabawami z wibratem.

Niesamowite, jak po nagraniu genialnej płyty można wymienić ponad połowę składu, w tym producenta i nagrać drugi prawie tak samo genialny album.

 

 

POWIĄZANE PŁYTY

  • Brak powiązanych płyt
Skomentuj na Facebooku
Dodaj komentarz
Treść komentarza...

Miesięcznik Teraz Rock

 

Płyta tygodnia

Rockshop Teraz Rock

Najnowsze wpisy na forum

Teraz Rock Kolekcja