terazrock.pl

Six Degrees of Inner Turbulence

"Six Degrees of Inner Turbulence" to szósty studyjny album Dream Theate, tym razem dwupłytowy. Całą drugą płytę zajmuje tytułowa suita podzielona na osiem części.

Wykonawca: Dream Theater


INFORMACJE DODATKOWE:
Rodzaj albumu: Studyjny
Data wydania albumu: 29 stycznia 2002
Produkcja: Mike Portnoy, John Petrucci
Wydawca: Elektra
Style: Metal Progresywny, Rock Progresywny
Nasza ocena
Ocena społeczności 7.8
Oceniono na "10": 2 razy
Oceń -

Recenzja Dream Theater - Six Degrees of Inner Turbulence

Autor: Adam Kaliszewski

Na okładce Six Degrees Of Inner Turbulence zespół zrezygnował z nawiązujących do artrockowych tradycji malunków. Efekt był całkiem dobry. Ciekawa okazała się też zawartość płyty. Petrucci i spółka powrócili tu do grania „zwykłych piosenek” (numery z pierwszej płyty zestawu są dość zwarte i mają wyraziste melodie – ciężko w ich przypadku mówić o jakimś muzycznym rozbuchaniu). Ale też zapytać można: gdzie tu zwyczajność, jeśli trwają one nawet po kilkanaście minut (najkrótszy na albumie Disappear to prawie siedem minut...). Zaś drugi dysk wydawnictwa wypełniła trwająca trzy kwadranse tytułowa suita...

Otwierający album utwór The Glass Prison zaskakuje nowoczesnym brzmieniem i ciężarem. Muzycy w wywiadach przyznawali, że do skomponowania przewodniego motywu tego utworu zainspirował ich koncert Pantery. Riff riffem, ale pojawiły się tu także skrecze i niemalże numetalowa rytmika. Również dość agresywne są tu wokalne partie – oprócz Jamesa pokrzykują gitarzysta i perkusista (ich głosy zostały zresztą przetworzone elektronicznie). I właściwie przez całą pierwszą płytę Six Degrees... jest bardzo nowocześnie. Mniej tu nawiązań do klasyki rocka, a niekiedy bliżej do dźwięków proponowanych przez, powiedzmy, Tool (choćby w The Great Debate). Nie zabrakło jednak... bardzo tradycyjnie brzmiącej ballady (Misanderstood).

Druga płyta to, jak już wspomniałem, zamknięte, trwające niemal trzy kwadranse, dzieło. Początkowo owa suita zdawała mi się nieco wydumana i przesadzona. Jednak po tym, jak mogłem posłuchać jej rewelacyjnego wykonanie na krakowskim koncercie zmieniłem zdanie. Pomiędzy niemal musicalowo-disneyowską uwerturą a rozbudowanym zakończeniem dzieje się tu naprawdę bardzo wiele. Są momenty bliskie tradycyjnego rocka progresywnego (About To Crash), czasem jest też bardzo metalowo (ostro zaśpiewane War Inside My Head), czasem zaś przebojowo (About To Crash (Reprise) budzące skojarzenia z amerykańskim rockiem lat osiemdziesiatych). No i jeszcze dochodzi akustyczne i dość pogodne Solitary Shell, które lokuje się gdzieś między Extreme a późnym Marillionem. A tytułowa kompozycja albumu to bez wątpienia utwór wymagający skupienia, wczucia się w klimat, ale dostarczający w zamian bardzo wielu miłych przeżyć.

Album Six Degrees Of Inner Turbulence na pewno nie jest jakąś artystyczną „turbulencją”. To raczej pewne urozmaicenie dość mocno określonej konwencji stylistycznej Dream Theater. [2004]

Komentarze - bądź pierwszy!
Aby dodać wątek musisz być zalogowany!
© 2013 Advertigo S.A. All rights reserved
Projekt i realizacja: F3 Group