terazrock.pl

Playing the Angel

"Playing the Angel" to jedenasty studyjny album w dorobku Depeche Mode. Tytuł zaczerpnięto ze słów piosenki zamykającej całą płytę "The Darkest Star".

Wykonawca: Depeche Mode


INFORMACJE DODATKOWE:
Rodzaj albumu: Studyjny
Data wydania albumu: 17 października 2005
Produkcja: Ben Hillier
Wydawca: Mute
Style: Rock Industrialny, Synthpop
Nasza ocena
Ocena społeczności 7.8
Oceń -

Recenzja Depeche Mode - Playing the Angel

Autor: Michał Kirmuć

Kiedy Dave Gahan odwiedził nas, promując swój solowy album, głośno mówiło się o tym, że konflikt pomiędzy nim a Martinem Gore’em (który również w tamtym czasie postawił na karierę solową) jest tak duży, że nie ma mowy o dalszej współpracy obu panów. A jednak brak indywidualnych sukcesów komercyjnych zdziałał cuda. I bardzo dobrze, bo nawet przeciętna płyta Depeche Mode jest lepsza od tego, co panowie starają się robić osobno.

Tak długo wyczekiwany Playing The Angel (od ukazania się ostatniej płyty, Exciter, upłynęły cztery lata) jest albumem wymykającym się łatwej ocenie. Całość otwiera A Pain That I’m Used To. Zniekształcony, niepokojący wstęp, a po chwili wyłania się coś, co mogłoby trafić na Songs Of Faith And Devotion. To dobra rekomendacja i niezła zachęta do słuchania dalszej zawartości. Następny w kolejce John The Revelator to takie lekkie przypomnienie, skąd wziął się styl Depeche Mode. Chodzi oczywiście o dokonania elektronicznych minimalistów z Kraftwerk. Gęba na dobre się uśmiecha, gdy z głośników startuje Suffer Well. To taki stary dobry przebojowy Depeche Mode z przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. A więc powrót do szczytowej formy. Szkoda jednak, że takich numerów jest tutaj tak mało. Jeszcze znany z singla Precious, a także pojawiający się pod koniec Lilian. Pozostała część płyty zabiera słuchacza w zdecydowanie mroczniejsze rejony (Macro, Nothing’s Impossible). Czasami pojawia się klimat delikatnie triphopowy, jak za sprawą I Want It All czy przestrzennej kodyThe Darkest Star. Kiedy indziej, jak w przypadku króciutkiego, instrumentalnego Introspectre, muzycy zabierają nas w rejony bliższe ambientowi.

Muszę jednak przyznać, że nie do końca przemawia do mnie ta ciemna strona Playing The Angel. Tym bardziej, że przytłacza całą płytę. Kiedy pod koniec pojawia się Lilian, nagle robi się od razu ciekawiej, powraca dynamika. A w międzyczasie bywa, że wręcz wieje nudą. [2005]

Komentarze - bądź pierwszy!
Aby dodać wątek musisz być zalogowany!
© 2013 Advertigo S.A. All rights reserved
Projekt i realizacja: F3 Group