terazrock.pl
 
TAGI: deep purple

Shades of Deep Purple

Debiutancki długogrający album legendarnego Deep Purple. Płyta "Shades of Deep Purple", która nie była szczytowym osiągnięciem zespołu, była początkiem wspaniałej drogi brytyjskiej grupy.

Wykonawca: Deep Purple


INFORMACJE DODATKOWE:
Rodzaj albumu: Studyjny
Data wydania albumu: Lipiec 1968
Produkcja: Derek Lawrence
Wydawca: Tetragrammaton
Czas trwania płyty: 00:43:27
Style: Hard Rock, Pop Rock, Rock Progresywny, Rock Psychodeliczny
Nasza ocena
Ocena społeczności 7.4
Oceniono na "10": 5 razy
Oceń -

Recenzja Deep Purple - Shades of Deep Purple

Autor: Grzesiek Kszczotek

Być może debiut płytowy Deep Purple wyglądałby zupełnie inaczej, gdyby nie amerykański zespół Vanilla Fudge. W wielkim skrócie przypomnę: grupa zasłynęła w 1967 roku z zadziwiających, zdecydowanie rockowych opracowań tak mało rockowych utworów, jak You Keep Me Hanging On żeńskiego tria The Supremes i Bang Bang duetu Sonny And Cher, a także piosenek Eleanor Rigby i Ticket To Ride czwórki The Beatles. Pomysł prosty i genialny – szczególnie na debiut. Nic więc dziwnego, że w podobny sposób zawojować świat zapragnęła również nikomu wówczas nieznana grupa Deep Purple.

Efekt przerósł chyba najśmielsze oczekiwania. Mimo trzydziestu pięciu lat, które stuknęły właśnie tej płycie wciąż słucha się jej znakomicie (czego nie można raczej powiedzieć o niektórych późniejszych albumach Purpli). Najciekawiej oczywiście wypada wybrany na singel Hush autorstwa Joe Southa (naprawdę spory przebój tamtych lat). Trochę psychodelii, trochę beatlesowskiego brzmienia, radość w głosie Roda Evansa, który wokalistą może za dobrym nie był (przynajmniej nie tak dobrym jak Ian Gillan), ale i… coś tam wokalnie sobą reprezentował. Niewiele gorzej jest z lennonowskim Help, ożywionym organowo-gitarowymi improwizacjami Lorda i Blackmore’a. Z „obcych” kawałków mamy też Hey Joe, spopularyzowany wcześniej przez Jimiego Hendrixa. W wersji Deep Purple ociera się on o hiszpański klimat (ciekawostką jest wykorzystanie w długim wstępie tematu The Miller’s Dance Manuela de Falli), wprowadza też już pewne hardrockowe patenty. Z kolei I’m So Glad z repertuaru Cream wypada niestety blado. Cóż... może są po prostu utwory, które lepiej zostawić w spokoju. Jeszcze słabiej prezentują się autorskie kompozycje Purpli: podchodzące pod wczesnych The Moody Blues One More Rainy Day i kalifornijskich The Beach Boys Love Help Me są tego najlepszym przykładem. Wyjątkiem, na szczęście, jest instrumentalny Mandrake Root – utwór, który jakby wybiega w przyszłość, w klimat płyty In Rock. Bo i chwytliwy, ostry motyw gitary, i nagłe zmiany tempa, i fajne aranżacyjne smaczki. Bez wątpienia obok Hey Joe i Hush najciekawsza rzecz na płycie. [rok 2003]

Komentarze - bądź pierwszy!
Aby dodać wątek musisz być zalogowany!
© 2013 Advertigo S.A. All rights reserved
Projekt i realizacja: F3 Group