terazrock.pl
 
TAGI: pearl jam

No Code

Czwarty studyjny album Pearl Jam "No Code" był chętnie kupowany przez fanów, ale recenzje krytyków były dalekie od optymizmu.

Wykonawca: Pearl Jam


INFORMACJE DODATKOWE:
Rodzaj albumu: Studyjny
Data wydania albumu: 27 sierpnia 1996
Produkcja: Brendan O'Brien, Pearl Jam
Wydawca: Epic
Style: Art Rock, Grunge, Rock Alternatywny, Rock Psychodeliczny
Nasza ocena
Ocena społeczności 7.7
Oceniono na "10": 2 razy
Oceń -

Recenzja Pearl Jam - No Code

Autor: Jordan Babula

Po ukazaniu się No Code wszystko było jasne: grunge się skończył. Zespół sięgnął poza grunge, inaczej skorzystał z amerykańskiej tradycji – No Code w sklepie mogłoby się pojawić w przegródce z albumami R.E.M.

Zanim muzycy wzięli się za nagranie tej płyty, część z nich (razem z producentem O’Brienem) pracowała nad albumem Mirror Ball Neila Younga. I zwrot ku youngowemu stylowi bardzo na czwartej płycie Pearl Jamu słychać. Gitary, chociaż w wielu utworach są nadal brudne, nie są już grunge’owo agresywne, same kompozycje stały się bardziej liryczne. W ogóle trzeba powiedzieć, że No Code to rzecz najbardziej w dyskografii zespołu uduchowiona: do Boga odnosi się Vedder w otwierającym płytę Sometimes, singlowe Who You Are ma klimat pieśni gospel, a In My Tree – indiańskiego rytuału (czyżby ponownie poszukiwania w stylu Petera Gabriela?). Dodatkowo opracowanie graficzne okładki podporządkowane jest jakby religijnemu symbolowi koła w trójkącie.

Są tu oczywiście mocniejsze numery, jak Hail, Hail, czy minutowy, noszący znamiona muzycznego żartu Lukin, ale jedynym naprawdę ciężkim punktem programu jest Habit (echo Spin The Black Circle). Ogólnie jednak album ma ciepłe i „miękkie” brzmienie – niewątpliwa w tym zasługa nowego perkusisty, Jacka Ironsa i wykorzystania rozmaitych instrumentów klawiszowych – a o jego charakterze decydują rzeczy spokojniejsze: wymienione wcześniej Who You Are i In My Tree, ładne, akustyczne ballady Off He Goes i Around The Bend (z pianinem i gitarą slide), nastrojowe Present Tense, czy psychodeliczne, w połowie po prostu opowiedziane I’m Open. W ramach ciekawostki warto dodać, że w Mankind – po raz pierwszy na płycie Pearl Jam – nie śpiewa Vedder, lecz Stone Gossard.

Kiedy ten album się ukazał był dla wielu (między innymi dla niżej podpisanego) niemożliwy do zaakceptowania. Po latach jednak zdecydowanie zyskał i jawi się jako bardzo udany początek nowego rozdziału w historii Pearl Jamu. [2006]

Komentarze - bądź pierwszy!
Aby dodać wątek musisz być zalogowany!
© 2013 Advertigo S.A. All rights reserved
Projekt i realizacja: F3 Group