terazrock.pl
 
TAGI: muse

Black Holes and Revelations

"Black Holes and Revelations" to czwarty studyjny album zespołu Muse. Tytuł zaczerpnięto z jednego z wersów drugiego utworu na płycie, czyli "Starlight".

Wykonawca: Muse


INFORMACJE DODATKOWE:
Rodzaj albumu: Studyjny
Data wydania albumu: 3 lipca 2006
Produkcja: Rich Costey, Muse
Wydawca: Warner Bros., Helium-3
Style: Rock Alternatywny, Rock Progresywny
Nasza ocena
Ocena społeczności 8.3
Oceniono na "10": 8 razy
Oceń -

Recenzja Muse - Black Holes and Revelations

Autor: Wiktoria Królikowska

Kiedy Matt Bellamy nagrywał najnowszy album Muse w Nowym Jorku, chętnie odwiedzał dyskoteki. Powiedział też wtedy, że chciałby połączyć alternatywne gitary z muzyką taneczną. Muse jednak nigdy nie było typem grupy, która nagrywa wesołe piosenki dla radia czy do tańczenia, jak Franz Ferdinand. Byli zespołem progresywnym, a łączenie „progresji” ze skocznymi rytmami to bardzo ryzykowne przedsięwzięcie. Bellamy i spółka nie podołali mu na Black Hole And Revelations: nagrali przyzwoitą płytę, jednak pozbawioną rockowego ducha.

Pierwszy utwór, Take A Bow, choć jego aranżacja a la melodyjka telefonu jest już denerwująca, muzycznie jeszcze przypomina piosenki z Origin Of Symmetry. Klawiszowe pasaże i gitarowe zagrywki są zbliżone do tych z New Born. Dalej jest coraz bardziej dyskotekowo. Gdyby jakaś gwiazda sceny klubowej postanowiła zostać hardcore’owcem, zapewne Superlight czy Map Of The Problematique mogłyby być w jej repertuarze. Tak jak przed laty Pet Shop Boys próbowali zaadoptować „międzynarodówkowe” klimaty w dyskotece, tak podobny błąd powtarzają teraz chłopaki z Muse, dorzucając jeszcze do tej strasznej mieszanki trochę elektrycznych gitar. Eksperymenty sięgają dalej i nawet nie z tak tragicznym skutkiem: pomijając już takie urozmaicenia jak odgłosy syreny czy maszerującego wojska, są tu ciekawe rozwiązania rytmiczne (np Exo-Politics, gdzie w refrenie jest zupełnie inny rytm niż w canto), ukłon w stronę flamenco (City Of Delusion) albo koncertowo brzmiący fortepian (w słodkiej balladzie Hoodoo).

Niestety, najlepsze momenty na tej płycie to fragmenty, które przypominają stare nagrania zespołu. I jest ich tu bardzo mało. Knights Of Cydonia, zamykające album, to jakby zlepek tego co charakterystyczne dla ostatnich lat działalności: ostre gitarowe zagrywki, mocny pulsujący rytm, klasycyzujące klawisze i dużo elektroniki. Ale coś, co sprawiało, że Muse byli świetnym zespołem, uleciało.

Z „nowocześniejszych” kawałków najlepszy jest Supermassive Black Hole. Bardzo biegle wykonany, ciekawy muzycznie, przypomina trochę When Doves Cry Prince’a. Fajnie łączy ciężki, trochę industrialny rytm z typowo klubowymi klawiszami, grającymi jednak nietypową melodię. Tylko gdzie ten rockowy pazur Muse?

Razi nachalne upolitycznienie tekstów. Już tytuły mówią same za siebie: Map Of Problematique, Soldier’s Poem, Assassin, Exo-Politics, Knights Of Cydonia. Nie wnikam w to, czy polityka Busha jest słuszna czy nie. Ale czy naprawdę trzeba poświęcać kolejną płytę Irakowi? Już na poprzednim albumie Matt Bellamy wyrażał swoją opinię na ten temat. Teraz inne problemy chyba dlań nie istnieją. To przykre. Mam nadzieję, że talent lidera Muse się nie wypalił. Bo Black Holes And Revelations budzi taką obawę. [2006]

Komentarze - bądź pierwszy!
Aby dodać wątek musisz być zalogowany!
© 2013 Advertigo S.A. All rights reserved
Projekt i realizacja: F3 Group