terazrock.pl
 
TAGI: iron maiden

A Matter of Life and Death

Bardzo równa płyta Iron Maiden. "A Matter of Life and Death" to album bez szczególnych wzlotów i upadków - chciałoby się rzecz - średni, ale przyczepić się nie ma do czego.

Wykonawca: Iron Maiden


INFORMACJE DODATKOWE:
Rodzaj albumu: Studyjny
Data wydania albumu: 28 sierpnia 2006
Produkcja: Kevin Shirley & Steve Harris
Wydawca: EMI
Style: Heavy Metal
Nasza ocena
Ocena społeczności 9.1
Oceniono na "10": 30 razy
Oceń -

Recenzja Iron Maiden - A Matter of Life and Death

Autor: Paweł Brzykcy

Poprzednia studyjna płyta Iron Maiden, Dance Of Death, rozczarowała mnie - dwa utwory wspaniałe, dwa świetne, reszta przeciętna... Ale najwyraźniej był to album potrzebny do wyciągnięcia wniosków, które wyznaczyły kierunek podczas tworzenia A Matter Of Life And Death. Płyty trwającej aż 72 minuty, nie zawierającej jednak ani jednego chybionego utworu, co zespołowi nie zdarzyło się od... osiemnastu lat.

Pierwsze dwa numery potraktujmy jako przyjemną rozgrzewkę. Different World jest bardzo typowy dla Adriana Smitha - niezwykle nośny, melodyjny, zawierający też fajne, dobitne przejścia Nicko Mc Braina. Co ważne, utwór rozwiewa obawy o produkcję, która w niektórych fragmentach Dance Of Death doprowadzała do rozpaczy. Tym razem brzmienie jest o wiele bardziej dobitne, nowocześniejsze. Pierwsza z dłuższych kompozycji, These Colours Don’t Run, zaczyna się typowo ironowym wstępem (bas, podniosły motyw gitary, w tle klawisze). Potem riffowe uderzenie i jazda. Pod koniec, przez kilka sekund, następuje coś zbędnego - rycerska wokaliza, na którą fani sami wpadliby, słuchając utworu na koncercie; tu wydaje się zbyt banalna, nie pasująca do nieźle pokombinowanej kompozycji. Wraz z utworem trzecim zaczyna się jednak ironowa magia, zespół raz po raz zaskakuje czymś nowym. Tak ciężarowego, nowoczesnego riffu jak ten w Brighter Than A Thousand Suns Ironi nigdy wcześniej nie wyrzeźbili. W numerze tym przeplatają się ulirycznienia i szaleńcze przyspieszenia, Bruce Dickinson śpiewa zadziornie i nisko, potem delikatnie, a następnie mocno, wysoko, swobodnie. To kolejna różnica w stosunku do poprzedniej płyty - były na niej utwory, w których Bruce wyraźnie się męczył. Można by tylko skrócić ten utwór o jakąś minutę, bo końcówka już niewiele wnosi, ale i tak - numer wybuchowy niczym ta bomba, o której jest mowa w tekście... Prawie ośmiominutowy The Longest Day przynosi niesamowicie powykręcane zwrotki z niepokojącą partią wokalną, totalne salwy perkusji i obniżony strój gitar - panowie kreują niezwykły nastrój. Kojarzycie najbardziej progresywny utwór w solowym dorobku Dickinsona, No Way Out... Continued ? Na A Matter Of Life And Death, właśnie w opisanych powyżej dwóch utworach, można znaleźć coś z jego klimatu. Słuchamy dalej: The Pilgrim rozpoczyna się ciężkim rytmem perkusji, a kończy orientalizującymi smaczkami w partiach gitar - w środku fajnie nakręcają utwór szybkimi riffami. O charakterze Out Of The Shadows decyduje przede wszystkim uduchowiona partia wokalna i gitary akustyczne, rzecz ma prostszą, bardziej piosenkową strukturę. Singlowy The Reincarnation Of Benjamin Breeg wcale typowym ironowym singlem nie jest - z delikatnego wstępu z łagodnym śpiewem Dickinsona wyłania się naprawdę mocny numer w kroczącym tempie. Najdłuższy na płycie For The Greater Good Of God, skomponowany w całości przez Harrisa, w pierwszej części przypomina trochę pewien utwór z Brave New World (proszę samemu wyłapać, który), ale potem intrygująco się umonumentalnia i aż po końcowe tell me why Dickinsona przykuwa uwagęW Lord Of Light jest jeszcze lepiej: znów wybuchowe riffy kontrapunktowane przez ulirycznienia. A końcowy The Legacy, rozpisany przede wszystkim na gitary akustyczne (nie tylko we wstępie, ale i w rozwinięciu) intrygująco kontynuuje linię wytyczoną przez Journeyman na poprzedniej płycie.

Po Dance Of Death nie wierzyłem, iż Iron Maiden jest w stanie nagrać jeszcze tak świetną, wyrównaną, naprawdę progresywną płytę. Okazało się, że nadziei nigdy nie warto tracić. A Matter Of Life And Death jest najlepszym osiągnięciem obecnego, sześcioosobowego składu grupy. O tym, że zachowuję przy tej ocenie obiektywizm, niech świadczy fakt, że pięć gwiazdek zostawiam jednak dla skończenie doskonałych płyt Piece Of Mind, Live After Death i Seventh Son A Seventh Son. A kto wie - może i dla ich następnego albumu? [2006]

Komentarze - bądź pierwszy!
Aby dodać wątek musisz być zalogowany!
© 2013 Advertigo S.A. All rights reserved
Projekt i realizacja: F3 Group