terazrock.pl

Led Zeppelin II

Drugi studyjny album Led Zeppelin nazwany po prostu "Led Zeppelin II", na którym znalazł się jeden z największych przebojów grupy, czyli "Whole Lotta Love".

Wykonawca: Led Zeppelin


INFORMACJE DODATKOWE:
Rodzaj albumu: Studyjny
Data wydania albumu: 22 października 1969
Produkcja: Jimmy Page
Wydawca: Atlantic
Style: Blues Rock, Hard Rock
Nasza ocena
Ocena społeczności 9.1
Oceniono na "10": 35 razy
Oceń -

Recenzja Led Zeppelin - Led Zeppelin II

Autor: Robert Filipowski

Tuż po zakończeniu prac nad „jedynką” muzycy Led Zeppelin wzięli się za nagrywanie następnej płyty. Longplay Led Zeppelin II powstawał przez osiem miesięcy (od stycznia do sierpnia 1969), w trasie, w rozmaitych miejscach. To było szaleństwo – mówił Plant. Pisaliśmy w pokojach hotelowych, ścieżki rytmiczne nagrywaliśmy w Londynie, wokal w Nowym Jorku, w Vancouver dogrywaliśmy harmonijkę, a potem wracaliśmy do Nowego Jorku ukończyć miksy. Do tej listy należy dodać także Los Angeles i Memphis, o które kwartet również zahaczył podczas sesji.

Płyta trafiła do sklepów w październiku 1969 i z miejsca wdarła się na szczyt listy sprzedaży. W USA prześcignęła Abbey Road Beatlesów, okupując pierwsze miejsce przez siedem tygodni. Do dzisiaj w Ameryce sprzedano 12 milionów egzemplarzy „dwójki”, dzięki czemu osiągnęła ona status diamentowej, za nakład przekraczający 10 milionów. Do miejsca pierwszego album dotarł także w Anglii. I choć popularność Led Zeppelin błyskawicznie rosła w coraz większej liczbie krajów (w Polsce – gdzie wówczas był bardzo ograniczony dostęp do zachodnich płyt – wystarczyła radiowa prezentacja Whole Lotta Love...), nie wszyscy wiedzieli, jak podejść do tej nowatorskiej twórczości. W 1969 roku recenzent mającego swą undergroundową sławę „Rolling Stone’a” napisał: Słuchałem tego na meskalinie, przeterminowanym Romilarze, nowokainie i sproszkowanym Fusion i zawsze było to tak samo niepojęte. Muszę przyznać, że nigdy nie słuchałem tej płyty na trzeźwo – nie sądzę, by tak ciężki zespół dało się w takiej sytuacji polubić. Na podobny sarkazm zdobył się jazzowy magazyn „Down Beat”, pisząc, że jest to muzyka do słuchania wyłącznie na cały regulator, kiedy jest się naćpanym. Takie głosy pozostawały na szczęście w zdecydowanej mniejszości.

Album otwiera jeden z najbardziej rozpoznawalnych gitarowych riffów świata. Ta bluesowa zagrywka o prawdziwie hardrockowej mocy we Whole Lotta Love to znak rozpoznawczy Jimmy’ego Page’a. Także motoryczny puls, charakterystyczny slide i porywające wokalne popisy Roberta Planta we wspomnianym utworze do dziś są jedyne w swoim rodzaju.

Led Zeppelin II nie tylko zdefiniował styl zespołu, ale stał się fundamentem całego hardrockowego i heavymetalowego grania, do którego odwoływali się artyści także kilka dekad później. Drapieżny riff Heartbreaker niby oparty jest na bluesowej skali, ale sposób, w jaki Page wydobywa dźwięki, przydaje mu metalowej energii. Grupa wzmocniła swoje brzmienie, w jeszcze większym stopniu niż na debiucie stosując kontrasty między ostrymi a łagodniejszymi fragmentami utworów – ta ekspresja uwydatniona została w What Is And What Should Never Be i w Ramble On. Pierwszy z nich sięga do bluesa, w spokojnych fragmentach śpiew Planta jest senny, trochę oddalony, dopiero gdy następuje skok dynamiki słyszymy brzmienie Led Zeppelin w pełnej krasie. Drugi to kolejna wycieczka w stronę muzyki folkowej, która – podobnie jak w Babe I’m Gonna Leave You – skontrastowana została fragmentami mocno, ostro brzmiącymi. Zgoła już metalowe granie wywiedzione z bluesa słychać w The Lemon Song i Bring It On Home. Brzmienie albumu (za które jako producent odpowiedzialny był Jimmy Page) wyprzedzało ówczesną konkurencję o kilka długości. Wprawdzie Jimi Hendrix i The Who zdążyli z powodzeniem wprowadzić do rocka przester i granie na sprzężeniach, a także przenieśli ciężar miksu z partii wokalnej na gitarę, sprawiając, że muzyka miała większy cios, jednak dopiero album Led Zeppelin II pokazał, jak potężnie może brzmieć podstawowy rockowy skład: trzy instrumenty plus głos. Poczynając od szczelnie wypełniających przestrzeń gitar i basu, poprzez przeszywający śpiew Planta, aż po dudniące bębny Bonhama (jego popisowe solo słyszymy w Moby Dick) mamy do czynienia z uderzeniem, jakiego wcześniej rock nie znał, a do jakiego wkrótce zaczęły dążyć zespoły grające muzykę spod znaku heavy. Ale, żeby nie było monotonii, także na tej płycie znajdziemy chwilę wyciszenia – jest nią ballada Thank You, oparta głównie na gitarze akustycznej i organach.

Jeśli na debiucie muzycy Led Zeppelin pod wodzą Page’a dopiero szukali brzmienia i wciąż badali swoje możliwości, można śmiało powiedzieć, że na Led Zeppelin II poczuli się naprawdę pewnie. Jimmy Page nie tylko gra na gitarze tak, że aż iskry lecą – w środkowej części Whole Lotta Love mamy kolejne eksperymenty z pogłosem, a także jego grę na thereminie. Natomiast Robert Plant daje jeszcze pełniejszy przegląd swoich niebywałych interpretacyjnych możliwości: jest agresywny wrzask (The Lemon Song), są wokalne uniesienia i ekstatyczne pojękiwania (Whole Lotta Love), ale także opanowany, liryczny śpiew (Thank You). John Paul Jones sprawdza się zarówno jako świetny basista (posłuchajcie uważnie The Lemon Song), ale też jako klawiszowiec. A John Bonham wali w bębny tak, że aż szyby drżą w oknach i... nie traci wyczucia – później wielu próbowało zbliżyć się do jego potężnego uderzenia, a najbliżej był chyba Dave Grohl na albumie In Utero Nirvany.

Po czterdziestu latach album Led Zeppelin II wcale się nie zestarzał. Wystarczy podkręcić głośność na porządnym zestawie stereo, aby przekonać się o jego sile. I wbrew temu, co pisali niektórzy recenzenci (także ten z szacownego „Down Beat”), można śmiało i z wielką przyjemnością słuchać tej muzyki również na trzeźwo. Jest co smakować. [2009]

Komentarze - bądź pierwszy!
Aby dodać wątek musisz być zalogowany!
© 2013 Advertigo S.A. All rights reserved
Projekt i realizacja: F3 Group