terazrock.pl

Angel of Retribution

"Angel of Retribution" to piętnasty studyjny album Judas Priest. Po kilkunastoletniej przerwie do składu zespołu powrócił wokalista Rob Halford.

Wykonawca: Judas Priest


INFORMACJE DODATKOWE:
Rodzaj albumu: Studyjny
Data wydania albumu: Luty 2005
Produkcja: Roy Z, Judas Priest
Wydawca: Epic
Style: Heavy Metal
Nasza ocena
Ocena społeczności 7.5
Oceniono na "10": 1 raz
Oceń -

Recenzja Judas Priest - Angel of Retribution

Autor: Paweł Brzykcy

Po powrocie Roba Halforda do Judas Priest można było mieć nadzieję, że grupa zaserwuje nam coś w rodzaju unowocześnionego Painkillera. Tymczasem Angel Of Retribution to płyta przygotowana trochę według zasady „dla każdego coś miłego”. Zacznijmy więc od utworu, który przez ponad 6 minut dał mi dokładnie to, czego chciałem - Hellrider. Zaczyna się pokombinowanym gitarowym wstępem, a potem świetnie się rozwija, nabiera mocy. Jest tu złowieszczo skandowane canto i ciężkie riffy, agresja, ale i polot. Udane - mocne, a przy tym nowoczesne - numery to również Demonizer i Revolution. W tym ostatnim udało się wytworzyć fajny, niepokojąco-transowy klimat, rzecz jest przy tym opatrzona chwytliwym refrenem i dużą dawką studyjnych efektów (wyłaniające się z dalszego planu głosy wypadają szczególnie ciekawie). Worth Fighting For to tradycyjny już Judas w spokojniejszym wydaniu, wokalista śpiewa w sposób przemyślany i dobitny, bez szaleństw. Nie jest to jedyny utwór, w którym towarzyszy nam uczucie deja vu. W Deal With The Devil wracamy do lat osiemdziesiątych - numer to dość szybki, ale można odnieść wrażenie, że zespół nie idzie w nim na całość, że mógłby zagrać jeszcze szybciej, z większym zębem. Już na początku natomiast pojawia się coś irytującego: choć Judas Rising utrzymany jest w średnim, kroczącym tempie, perkusista zawzięcie tupie nogami, abyśmy przypadkiem nie mieli wątpliwości, że wciąż potrafi grać na dwie stopy. Ewidentnym niewypałem jest rzewna ballada Angel, z gitarami akustycznymi i słodkimi harmoniami wokalnymi - robi to niestety dość sztampowe wrażenie.

Dwa ostatnie utwory zaskakują najbardziej. Kolejny balladowy numer, Eulogy, intryguje dziwnymi klawiszami i spokojnym śpiewem w niskim rejestrze. Natomiast w finałowym, trwającym ponad trzynaście minut Loch Ness muzycy biorą się za metal progresywny. Mamy tu budowanie podniosłej atmosfery, niemal sabbathowy riff i melodyjny refren, ale całość jednak odrobinę się dłuży. Na pewno zaś potęguje wrażenie, że zespół nie wytyczył sobie na tym albumie żadnego sprecyzowanego kierunku.

Recenzje czytelników
Autor: Piotr Iwaniec
+ 0 -

Wieść o ponownym dołączeniu Roba Halforda do Judas Priest była chyba najgorętszym newsem 2003 roku....
Pokaż treść

Komentarze - bądź pierwszy!
Aby dodać wątek musisz być zalogowany!
© 2013 Advertigo S.A. All rights reserved
Projekt i realizacja: F3 Group