terazrock.pl
 
TAGI: david bowie

Hours

Wykonawca: David Bowie


INFORMACJE DODATKOWE:
Rodzaj albumu: Studyjny
Data wydania albumu: 21 września 1999
Produkcja: David Bowie, Reeves Gabrels
Wydawca: Virgin
Style: Pop Rock
Nasza ocena
Ocena społeczności 7.9
Oceń -

Recenzja redakcji

Autor: Grzesiek Kszczotek

woją nową płytą David Bowie bardzo zaskakuje. Powie ktoś, że ten muzyk, artysta, zaskakuje od samego początku kariery. Zgoda, ale po tak „odjazdowych” i nowoczesnych albumach, jakimi bez wątpienia były (i wciąż są) 1. Outside i Earthling, nagrał on płytę bardzo spokojną, wyważoną i wręcz... staroświecką!

Znalazły się tu przede wszystkim bardzo ładne, delikatne ballady. Ballady, w których Bowie oczywiście pozostaje wierny swym piosenkarskim przyzwyczajeniom. Weźmy choćby Thursday’s Child – naprawdę rzecz niezwykłej urody, w której twórca Space Oddity (czego by wielkiego nie nagrał i tak będzie mi się kojarzył właśnie z tym wspaniałym utworem) flirtuje po swojemu z rockiem, funkiem, soulem i jazzem. Weźmy też następny na płycie, uroczo patetyczny Something In The Air, w który już jednak wkrada się trochę... nowoczesności: skomputeryzowane brzmienie głosu, jakby skrecze i inne „kosmiczne” dźwięki (ale jest to taka nowoczesność, która jednak już przestała szokować). Weźmy wreszcie Survive, bardzo podobny, jeśli chodzi o nastrój, do dwóch poprzednich kompozycji. Bardzo pięknie tu gra na gitarze Reeves Gabrels, współproducent i współtwórca wszystkich kompozycji na płycie.

Prawdę powiedziawszy, dalej nastrój wcale się nie zmienia. Bo i trwający siedem minut If I’m Dreaming My Life i niemal akustyczny (z odrobiną smyków i syntezatora w tle) Seven to także ballady. Dopiero od What’s Really Happenning? i The Pretty Things Are Going To Hell robi się bardziej ostro i żywiołowo. W ogóle The Pretty Things... to bardzo dziwny utwór. Taki kogel-mogel. Środkowa część utworu spokojnie mogłaby się znaleźć na The Rise And Fall Of Ziggy Stardust... Ale już końcówka to bardziej współczesne granie. Choć może  nie tak nowoczesne, jak można by tego po Davidzie Bowie oczekiwać. Podobnie jest zresztą w New Angels Of Promise.  Wydaje się, że już wszystko, co Bowie zmieścił w tym utworze, już kiedyś na jego płytach słyszeliśmy...

W króciutkim Brilliant Adventure mamy sporą dawkę Dalekiego Wschodu. Natomiast w The Dreamers  – raczej zgodnie z tytułem – Bowie jawi nam się trochę   nostalgicznie. Zresztą tę nostalgię odczuwa się właściwie w każdej minucie tej całkiem fajnej płyty. Zupełnie tak, jakby koniec wieku  nie nastrajał artysty zbyt optymistycznie. [2000]

Komentarze - bądź pierwszy!
Aby dodać wątek musisz być zalogowany!
Skład nagrywający płytę
© 2013 Advertigo S.A. All rights reserved
Projekt i realizacja: F3 Group