terazrock.pl
 
TAGI: david bowie

Low

"Low" to jedenasty studyjny album Davida Bowiego. Był pierwszym z trzech nagranych wspólnie z Brianem Eno i Tonym Viscontim, które później nazywano "Berlińską Trylogią".

Wykonawca: David Bowie


INFORMACJE DODATKOWE:
Rodzaj albumu: Studyjny
Data wydania albumu: 14 stycznia 1977
Produkcja: David Bowie, Tony Visconti
Wydawca: RCA Records
Style: Ambient, Art Rock, Elektronika, Rock Eksperymentalny
Nasza ocena
Ocena społeczności 8.7
Oceniono na "10": 15 razy
Oceń -

Recenzja David Bowie - Low

Autor: Robert Grotkowski

Do spotkania Davida Bowiego z Brianem Eno po prostu musiało dojść. Zbyt dużo ich łączyło – choćby ta eksperymentatorska odwaga i upodobanie do szokowania, do ekstrawagancji. Spotkanie tych dwóch panów zbiegło się w czasie z przeprowadzką Bowiego do Berlina Zachodniego. Mroczna, przygnębiająca atmosfera tego miasta wywarła tak ogromny wpływ na artystę, że znów całkowicie się zmienił. W zapomnienie poszedł wykreowany na poprzednim albumie wizerunek Szczupłego, Białego Księcia. Jego miejsce zajął tym razem człowiek zrezygnowany, dekadent, przerażony ogarniającym świat złem, zamykający się w swej skorupie.

Idealne uzupełnienie tego nowego oblicza Bowiego stanowi porażająca zimnem, awangardowa muzyka z Low. Nie pierwszy raz w karierze artysty nowe nagrania nie miały nic wspólnego z jego poprzednimi dokonaniami. Tutaj jednak doszło jeszcze coś nowego: album dzieli się na połowy. Jedną wypełniają „piosenki” – czy lepiej: ignorujące niekiedy zasady kompozycji i aranżacji twory, a drugą – eksperymentalny, prawie wyłącznie instrumentalny elektroniczny rock, w duchu niemieckich klasyków stylu, Tangerine Dream i Kraftwerk.
Podstawę utworów z pierwszej strony Low stanowi motoryczna gra sekcji rytmicznej. Zimne brzmienie klawiszy, często niechlujne wejścia gitary, kakofoniczne interwencje syntezatorów – wszystko to sprawia, że utwory jak Breaking Glass czy What In The World zaszokowały nie tylko fanów Bowiego. Żaden z nich (może z wyjątkiem Sound And Vision, ale i tu mam wątpliwości...) nie ma żadnych zadatków na przebój. Nie ma w tym jednak nic dziwnego, skoro Bowie sam podkreślał, że nie zależy mu tym razem na walorze komercyjnym. Nonszalanckie podejście do kwestii sukcesu przeraziło co prawda kierownictwo RCA, ale muzyce wyszło na zdrowie. Bowie znów wyprzedzał epokę. Epokę nowej fali.

Gdy pierwsza strona płyty już robi niesamowite wrażenie, to co powiedzieć o drugiej, jeszcze lepszej, jeszcze bardziej nowatorskiej? Przyznam więc, że trochę brak mi słów, by opisać, jak bardzo poruszająca jest druga strona analogowej wersji Low. Cztery wspaniałe dźwiękowe pejzaże, pełne niewysłowionego smutku. Najpierw Warszawa – owoc krótkiej wizyty artysty w naszej stolicy. Jak bardzo szare i przygnębiające musiało być wtedy dla Bowiego to miasto. Stylizowane na ludowe przyśpiewki wokalizy (podobno ściągnięte z płyty zespołu Śląsk) potęgują wrażenie. Weeping Wall (dość oczywisty tytuł jak na utwór napisany niedaleko od Berlińskiego Muru) – ile strachu jest w porażającej wokalizie Bowiego, ile dramatyzmu w partii gitary! A tajemniczy Subterraneans, z tekstem w wymyślonym języku i genialnym saksofonem? A bardziej stonowane, pastelowe Art Decade? [1998]

Komentarze - bądź pierwszy!
Aby dodać wątek musisz być zalogowany!
Skład nagrywający płytę
© 2013 Advertigo S.A. All rights reserved
Projekt i realizacja: F3 Group