terazrock.pl
 
TAGI: the doors

The Doors

Debiutancki album zespołu The Doors, który ukazał się w 1967 roku, to jedna z najważniejszych płyt w historii rocka psychodelicznego. Sprzedano ponad 20 milionów egzemplarzy.

Wykonawca: The Doors


INFORMACJE DODATKOWE:
Rodzaj albumu: Studyjny
Data wydania albumu: 4 stycznia 1967
Produkcja: Paul A. Rothchild
Wydawca: Elektra
Style: Rock Psychodeliczny
Nasza ocena
Ocena społeczności 9.1
Oceniono na "10": 41 razy
Oceń -

Recenzja The Doors - The Doors

Autor: Krzysztof Celiński

Już pierwszy album The Doors to kwintesencja stylu tego zespołu. Ciekawe, że muzycy o tak eklektycznych upodobaniach zdołali tak wcześnie podjąć te wątki brzmienia, aranżacji i kompozycji, które ostatecznie zdefiniowały styl kwartetu. Najbardziej „doorsowskie” w tym zestawie Break On Through (To The Other Side), Light My Fire i The End zawierają wszystko to, co dziś najmocniej kojarzy się nam z ich stylem. Teksty o przedziwnie – jak na rock – powikłanej obrazowości, przeskakujące błyskawicznie i zwinnie od typowych zwrotów popkulturowych epoki do poetyki wyniesionej przez Jima Morrisona z lektury francuskich symbolistów – Rimbauda i Baudelaire’a. „Mantrowe” rytmy i bluesowe riffy gitary, basu, organów i fortepianu tworzące rdzeń warstwy instrumentalnej. Nietypowe zestawienia brzmień i stylistyczna różnorodność gry gitarzysty Robby’ego Kriegera obok barokowo-klasycznych motywów klawiszowca Raya Manzarka dopełniają tu już całkiem dojrzały styl Doorsów. Różnorodne walory głosu Morrisona, szeroka (jak na rockmana) skala wokalnych wcieleń – to coś, co było w tych nagraniach wykorzystane w pełni. Frontman The Doors przechodził bardzo naturalnie od „obojętnych” i „zmęczonych”, niskich rejestrów do rozpaczliwie wyżyłowanych krzyków. Można uznać, że doskonale przekazywał nastroje związane z gwałtownym buntem przeciw światu, fascynacją nieuniknioną śmiercią czy obojętnością wobec realiów życia. Jego teksty i sposób, w jaki je wykonuje, zawsze wprowadzają jakiś artystyczny element, który głęboko zapada w pamięć.

Tło muzyczne, na którym Morrison rozwijał swoisty literacki „strumień świadomości” w dużej mierze było oparte na bluesowo-riffowej tradycji. Słuchacza, który kojarzy Doorsów wyłącznie z ich największymi przebojami, może zdziwić duże znaczenie rozmaitych „muzycznych korzeni” w dorobku kompozytorskim zespołu... Charakterystyczne wątki ówczesnej muzyki popularnej pojawiają się w różnych postaciach już na pierwszej płycie Doorsów. Można jednak odnieść wrażenie, że zespół ... nie miał jakiegoś jednego, wyraźnego pomysłu na styl. Tyle gatunków, stylów przeplata się w tej muzyce, iż często możemy podejrzewać, że uczestniczymy w pośpiesznie wyreżyserowanym „eksperymencie”... Co jeszcze ważne: wpływ gitarowego multistylisty Kriegera i klasycznie kształconego Manzarka na kształt aranżacji muzyki The Doors niewątpliwie wykraczał poza kanon amerykańskiej muzyki młodzieżowej połowy lat sześćdziesiątych. Stylistyczna elastyczność Kriegera przejawiała się w jego zdolności płynnego przechodzenia z jednego stylu gry w drugi. Natomiast Manzarek starannie ograniczał swoją rolę klawiszowca do kreowania „cienkich”, eterycznych brzmień na organach, fortepianie i klawesynie. Może intuicyjnie tworzyli muzyczną przeciwwagę dla poczynań Morrisona? Co też ciekawe: słychać wiele elementów stylistyki bluesowej, pochodzących z brytyjskiego rocka (Animalsi i Rolling Stonesi w Soul Kitchen i Back Door Man Willie Dixona), lecz również są ukłony w stronę konserwatywnego popu amerykańskiego (ślad Peggy Lee w The Crystal Ship). Najbardziej świadomy i wyrazisty wątek to rhythm’n’blues, który żyje w prostych riffach – zasłużenie kultowego – Break On Through i w tuzinkowych melodiach Twentieth Century Fox i I Looked At You. Co godne podkreślenia: interesująco zaaranżowany, musicalowy utwór Alabama Song (Weilla i Brechta) genialnie pasuje do dekadencji Morrisona. Natomiast długi The End, jeden z głównych powodów kontrowersyjnej sławy grupy w początku działalności, operuje w kręgu narkotycznej mantry, skutecznie podtrzymywanej przez „zmęczone i zniechęcone” barwy głosu Morrisona. Brzmi to trochę jak improwizacja słowna pod koniec forsownej sesji nagraniowej. Pojawiają się tajemnicze i piękne wątki „hinduskie” w partii gitary, reszta zespołu tworzy tło... Z kolei megahit Doorsów z tej płyty, Light My Fire, zawiera rozbudowaną solówkę organów, ale też delikatnie trąci latynoskimi brzmieniami i... jest jakby zapowiedzią pojawienia się Santany (solo Kriegera); pozwala też w pełni poznać emocjonalną skalę głosu Morrisona. Co warto jeszcze dodać: jest na tym longplayu coś w klimacie bliskim ówczesnych doorsowskich konkurentów, Jefferson Airplane (w Take It As It Comes) i również pojawia się – będąca bardzo na czasie – rozmarzona psychodelia, w End Of The Night. W sumie debiut w pełni dojrzały, na miarę tamtych, niezwykłych czasów muzycznych. Trudno nie zgodzić się z bardzo pochlebnymi opiniami anglosaskich autorów na jego temat.

The Doors wyda reedycję deluxe płyty „The Doors”, która wczoraj skończyła 50 lat.
 
Album „The Doors” ukazał się 4 stycznia 1967 roku.
 
Komentarze - bądź pierwszy!
Aby dodać wątek musisz być zalogowany!
© 2013 Advertigo S.A. All rights reserved
Projekt i realizacja: F3 Group