terazrock.pl
 
TAGI: rammstein

Reise, Reise

"Reise, Reise" to czwarty album w dorobku grupy Rammstein. Fragment refrenu utworu "Amerika" wykorzystany został jako motyw zamykający odcinki serialu "Ugly Americans".

Wykonawca: Rammstein


INFORMACJE DODATKOWE:
Rodzaj albumu: Studyjny
Data wydania albumu: 27 września 2004
Produkcja: Jacob Hellner, Rammstein
Wydawca: Motor, Republic
Style: Metal Industrialny, Neue Deutsche Härte
Nasza ocena
Ocena społeczności 8.7
Oceniono na "10": 6 razy
Oceń -

Recenzja Rammstein - Reise, Reise

Autor: Bartek Koziczyński

Rammstein mocno ewoluował. Reise, Reise to jeszcze nie ich Czarny Album, ale słuchacze będą zaskoczeni.

Singlowa zajawka, Mein Teil, wcale nie jest najlepsza w zestawie. Chodziło chyba o delikatne wprowadzenie konserwatywnych fanów. No i nośną, podgrzewaną w prasie tematykę. Kolejny utwór promocyjny, Amerika, także niespecjalnie różni się od dawnego oblicza muzyki. Za to poważne zmiany w tekście. Angielski! Co prawda tylko refren, ale pięknie wyszedł z twardym akcentem i zaraźliwą melodią. Jeżeli nie jest to najlepszy numer w ich twórczości, z pewnością jest najbardziej przebojowy. To jednak dopiero początek. Till Lindemann próbuje swych sił we francuskim (Amour) i brzmi co najmniej jak Charles Aznavour. Pod wpływem. A szczytem wycieczek lingwistycznych jest kawałek Moskau. Z tym, że w rosyjskim wyręczyła wokalistę jakaś pani. Pani dysponuje głosem ewidentnie dyskotekowym, co w połączeniu z szybkim rytmem daje piorunującą, kiczmetalową mieszankę. Następny singel, bitte.

Wracając do nowości w podkładach... Poza dwoma singlami i utworem tytułowym nie ma tu tradycyjnego Rammsteina. Powiedzmy takiego przypominającego metalowy Kraftwerk. Zamiast miażdżących riffów pojawiają się zagrywki urywane, jak u Pantery (Dalai Lama). Mniej „kwadratowy” jest rytm perkusji – Morgenstern to niemal funky! Poważnie złagodzili też brzmienie. Nie chodzi już tylko o częstą rezygnację z przesterów na rzecz dźwięków czystych. Gdzieniegdzie bywa tak miękko, że słowa „ballada” można użyć śmielej, niż przedtem. Stein um Stein na przykład, choć słychać tu jeszcze normalny, groźny głos. A szczytem jest Ohne dich, gdzie na tle spokojnych gitar Lindemann zaczyna śpiewać. Słodko. Tak, słodko. Efekt? Wstrząsająco kuriozalny.

Podobnie jak cała płyta. To co robili, robili świetnie. I mogliby dla mnie robić dalej. Po liftingu wypadają jednak równie seksownie. [2004]

Komentarze - bądź pierwszy!
Aby dodać wątek musisz być zalogowany!
© 2013 Advertigo S.A. All rights reserved
Projekt i realizacja: F3 Group