terazrock.pl
 
TAGI: rammstein

Herzeleid

"Herzeleid" to debiutancki album Rammstein. W czasie nagrywania materiału większość członków zespołu miała problemy z kobietami, dlatego nazwali płytę "ból serca".

Wykonawca: Rammstein


INFORMACJE DODATKOWE:
Rodzaj albumu: Studyjny
Data wydania albumu: 29 września 1995
Produkcja: Jacob Hellner, Carl-Michael Herlöfsson
Wydawca: Motor Music
Style: Metal Industrialny, Neue Deutsche Härte
Nasza ocena
Ocena społeczności 8.0
Oceniono na "10": 3 razy
Oceń -

Recenzja Rammstein - Herzeleid

Autor: Bartek Koziczyński

Nie narażę się chyba nikomu stwierdzeniem, że Rammstein nie należy do najbardziej odkrywczych grup na świecie. Laibacha znasz? – chciałoby się zapytać. Znam, znam – przyznaje jeden z drugim we wczesnych wywiadach. Rzeczywiście: motorycznie wyciosany industrial plus zabawy z językiem niemieckim kojarzą się jednoznacznie z tamtą grupą co najmniej od 1987 roku (gdy Słoweńcy wydali płytę Opus Dei). Na tym inspiracji nie koniec. W Niemczech Zachodnich funkcjonowała bardzo zbliżona stylistycznie (od urockowienia stylu w 1992 roku, na albumie I), grupa Die Krupps... Różnica? Anglojęzyczne teksty. Nie zapominajmy wreszcie o najsłabiej u nas kojarzonej formacji OOMPH! Na swoim drugim albumie, Sperm (1994), ci Saksończycy uzupełnili brzmienie o gitary: utwory typu Ich bin der Weg różnią się od Rammsteina wyłącznie stopniem nasycenia wpływami depechowymi.

Trudno się oprzeć wrażeniu, że w przeciwieństwie do wymienionych wyżej – cenionych, acz niszowych – kapel nasi bohaterowie mieli po prostu szczęście. Któremu na imię David Lynch. Herzeleid wcale nie powalił publiczności na kolana. Gwałtowny skok sprzedaży nastąpił dopiero w 1997 roku, gdy amerykański filmowiec wciągnął dwa utwory na soundtrack swojego obrazu Zagubiona autostrada...

Co nie znaczy, że ekipie Rammstein zabrakło talentu. Połączenie twardego riffowania (kłania się Metallica) z industrialnymi podkładami (Ministry, Nine Inch Nails) – samo w sobie nieszczególnie podniecające – zabrzmiało świeżo w zestawieniu z brutalnie recytowanymi niemieckimi tekstami. Rzecz nabrała mocy i majestatu. W co bardziej marszowych momentach kojarzyła się niektórym z estetyką III Rzeszy. Być może słusznie. Być może nowatorstwo zespołu polega na odrzuceniu muzycznych kompleksów powojennych generacji kraju naszych sąsiadów... Być może zdobyli rozgłos na podobnej zasadzie, jak tamtejsi politycy mówiący o wypędzeniach lub bombardowaniu Drezna... Ale z drugiej strony: jak w takim razie tłumaczyć popularność Rammsteina w Polsce?

Spokojnie, wracamy do muzyki. W porównaniu z późniejszymi dokonaniami debiut właściwie ma tylko jedną wadę. Jest zbyt monotonny. W zalewie podobnych do siebie motorycznych riffów (ponad średnią wyskakują Wollt ihr das Bett in Flammen sehen?, Asche zu Asche, Rammstein), mamy nieliczne urozmaicenia. Nie do końca konsekwentną próbę sięgnięcia po balladę (Seemann), silniej od reszty podbarwiony elektroniką Heirate mich i skonstruowany na zupełnie innej zasadzie niż pozostałe numery Du riechst so Gut. Przyjrzyjmy się. Zamiast motywu gitary – klawisz, nieco kraftwerkowski. Zamiast zasuwania na tłumionych strunach pojedyncze akcenty i sztucznie pulsujący bas. Skandowanie zastąpił śpiew, w refrenie ujmująco podniosły... O tym, że zrozumieli siłę takiego podejścia, świadczy zawartość kolejnych płyt. [2005]

Komentarze - bądź pierwszy!
Aby dodać wątek musisz być zalogowany!
© 2013 Advertigo S.A. All rights reserved
Projekt i realizacja: F3 Group