Koncert

Seven Festival Music & More 2011

RELACJA
Data koncertu: 08.07.2011, 00:00, miejsce: Węgorzewo
Tagi: seven festival węgorzewo | data: 22 marca 2011, autor: MICHAŁ KIRMUĆ

8-11 lipca 2011 Pro-Pain, Moonspell, Samael, Indica, Touchstone, Kult, Lao Che, Strachy Na Lachy, Dezerter, Cochise i inni

Jako stałego bywalca festiwalu w Węgorzewie, cieszy mnie, jak z roku na rok ta mazurska impreza nabiera rozmachu. W tym roku festiwal nie tylko wydłużył się do czterech dni, ale także w końcu „mała scena” wyglądała jak zawodowa estrada. Trzeba odnotować, że tym razem została ustawiona w zupełnie innym miejscu miasta (ponad pół godziny spaceru od sceny głównej – choć można było skorzystać ze specjalnych autokarów). I to właśnie występy na małej scenie zainaugurowały tegoroczną edycję Seven Festival. W czwartkowe popołudnie udane koncerty zagrali tam między innymi The Boogie Town czy zeszłoroczny laureat konkursu, Skvorcy Stiepanova. Przez kolejne trzy dni festiwalu to właśnie na tej scenie prezentowali się tegoroczni uczestnicy konkursu, którzy (jeśli chodzi o krajowych artystów) mieli nie tylko za zadanie zaprezentować autorski repertuar, ale także jakiś utwór z repertuaru Republiki i Grzegorza Ciechowskiego. Na tym polu – niestety – było różnie. Na szczęście ogólny poziom młodych muzyków nie był zły. Bardzo dobrze zaprezentował się reprezentant „Teraz Rocka”, a więc grająca w redhotowych klimatach Yoga Terror. Ich występ docenili akredytowani przy festiwalu dziennikarze, przyznając swoją nagrodę. Natomiast Grand Prix otrzymało litewskie trio Freaks On Floor. I widząc jak dobrze radzą sobie ci muzycy ostatniego dnia na dużej scenie, nie tylko świetnie się prezentując wykonawczo, ale mając też znakomity kontakt z publicznością, można mieć przekonanie, że to wybór z wszech miar słuszny. A wracając do małej sceny: gdy tę opuszczali debiutanci, wchodzili artyści doświadczeni, jak L.Stadt, 1984, Tryp czy Sound Of Pixies. Największe zainteresowanie wzbudziła jednak obecność lokalnego faworyta, zespołu Enej. Pielgrzymki udające się na jego występ ostatniego dnia skutecznie zakorkowały dojście nie tylko na miejsce koncertu, ale także dojazd na jedną z węgorzewskich plaż (ku rozpaczy mieszkańców i turystów, udających się po mszy na wypoczynek).

Przejdźmy do zasadniczej części festiwalu, czyli wszystkiego, co działo się na scenie głównej. Jeśli chodzi o krajowych artystów, pierwszego dnia efektownie, kolorowo i energicznie zaprezentowali się poprzebierani w dziwaczne stroje muzycy Łąki Łan. Bardzo dobrze i mocno zabrzmieli weterani z Dezertera (nie po raz pierwszy pokazując węgorzewskiej publiczności, na co ich stać). Jednak – jak sądzę – najlepszym polskim koncertem w piątek był występ formacji Strachy Na Lachy. Licznie zgromadzona przed sceną publiczność wtórowała Grabażowi, gdy wykonywał między innymi Twoje oczy lubią mnie, Moralne salto, Ostatki – nie widzisz stawki czy Żyję w kraju. Muzycy złożyli też hołd Piotrowi „Stopie” Żyżelewiczowi, dedykując mu zaśpiewany po polsku stonesowski Paint It Black. W sobotę udanie zaprezentowali się muzycy Apteki i Buldoga. Jednak najważniejsze polskie koncerty zostawiono na dzień ostatni. Choć Lao Che pojawiło się na scenie jako pierwsze, trudno byłoby przypisać grupie rolę rozgrzewacza. Spięty i koledzy zagrali znakomity set, na który nie tylko złożyły się ich własne kompozycje (w tym, co mnie szczególnie ucieszyło, fragmenty Powstania Warszawskiego), ale nawet utwór Ludzie wschodu z repertuaru Siekiery. Nic dziwnego, że zagraniczni goście z uznaniem przyglądali się temu występowi. Bardzo dobrze zaprezentował się też Cochise. Jeśli ktoś zlekceważył ich, uznając że aktor nie może być dobrym rockowym frontmanem, to powinien zobaczyć Pawła Małaszyńskiego w akcji. Było naprawdę mocno i bezkompromisowo. Zaś ukoronowaniem ich występu była udana interpretacja Five To One The Doors (swoją drogą Małaszyński ma na scenie coś z charyzmy Jima Morrisona). Bez wątpienia jednak największą polską (chyba zresztą nie tylko) atrakcją festiwalu okazał się występ Kultu, który tego lata zdecydował się zagrać tylko na tym jednym festiwalu. Co więcej, węgorzewski występ grupy składał się niemal wyłącznie z największych przebojów, od Arahii, przez Do Ani, po Polskę. Podobno koncert Kultu był dla organizatorów największym tegorocznym wydatkiem. No cóż, sądząc po frekwencji i reakcji publiczności, myślę, że było warto.

A teraz goście zagraniczni. Cieszy, że z roku na rok ten festiwal staje się coraz bardziej międzynarodowy. Co więcej: organizatorzy nie hołdują tylko jednemu rodzajowi muzyki. Bo artyści z zagranicy zaprezentowali całą paletę rockowych dźwięków. Pro-Pain świętuje właśnie jubileusz dwudziestolecia działalności. Nowojorczycy postanowili więc zrobić przegląd dotychczasowego dorobku, poczynając do Foul Taste Of Freedom, zaś kończąc występ All For King George. To był jeden z mocniejszych akcentów tegorocznego Seven Festival. Gary Meskil i jego obecni koledzy w każdym razie jeńców nie brali… Następnego dnia równie bezkompromisowo zaprezentował się Samael. Ulokowany za swoim perkusyjno-klawiszowym instrumentarium Xytraguptor górował nad całością. Wprawdzie zespół promuje właśnie najnowszy album Lux Mundi, to jednak, ku radości zgromadzonych, wracał też do przeszłości. Na przykład tej z okresu albumu Passage czy generalnie okresu, w którym do głosu doszła fascynacja Szwajcarów elektroniką. Jedną z największych zagranicznych atrakcji festiwalu był występ Moonspell. Chwilę przed tym, jak Fernando Ribeiro z kolegami pojawili się na scenie, spotkali się na jej zapleczu z grupą fanów, która obdarzyła swoich idoli upominkami. Jednym z nich była polska flaga, która ostatecznie stała się głównym elementem scenografii występu, dość dokładnie zasłaniając zestaw perkusyjny Miguela Gaspara. Zaczęli od In Memoriam, a były także Night Eternal, Opium, Nocturna czy Full Moon Madness. To właśnie Portugalczycy tego dnia mogli się poszczycić największą i najbardziej entuzjastycznie nastawioną rzeszą fanów. Zgromadzeni z radością przyjęli informację, że ich idole szykują na nowy rok kolejny album.

Jak wspomniałem, atutem Seven Festival jest jego różnorodność. Dlatego obok dźwięków ostrych, ciężkich, można było też usłyszeć coś bardziej melodyjnego, klimatycznego. Choćby podczas występu brytyjskiej formacji Touchstone. Zróżnicowane, wielobarwne utwory o progresywnym rodowodzie, a do tego pasujący do całej aury, delikatny głos pogodnej Kim Seviour... Była to miła przeciwwaga dla ogólnie jednak dość mocnych dźwięków, obecnych tego roku w Węgorzewie. Zaś zagrany w finale ich występu Mad World z repertuaru Tears For Fears pozostawił publiczność w pogodnym nastroju. Inny nastrój wprowadziły dziewczyny z zespołu Indica, które po raz pierwszy zawitały do naszego kraju. Pojawiły się w niedzielę, gdy większość odliczała już czas do występu Kultu. A jednak Jonsu i jej koleżanki pozyskały sobie naszą publiczność (nie tylko grono wiernych fanów w koszulkach Indiki, okupujących pierwszy rząd już na długo przed występem Finek). Zagrały głównie materiał z jedynej anglojęzycznej płyty, A Way Away. Czasami w nieco zmienionych wersjach, jak w przypadku opracowanego tylko na klawisze, gitarę i skrzypce Children Of Frost. Ale było też miejsce na zaśpiewane w rodzimym języku Kummajaisten Joukko, czy też piękną interpretację Wuthering Heights z repertuaru Kate Bush. Publiczność oczywiście nie puściła zespołu bez bisu. Zanim jednak pożegnały się obowiązkowym Eerie Eden, zgromadzeni odśpiewali Happy Birthday i Sto lat grającej na klawiszach Sirkku, która właśnie zaczęła świętować urodziny. Powinniśmy przyjeżdżać do Polski częściej... – rzuciła w pewnym momencie ze sceny wyraźnie wzruszona przyjęciem Jonsu. Tak, powinnyście.

Reasumując: Seven Festival z roku na rok staje się coraz ciekawszym, coraz bardziej różnorodnym i coraz bardziej profesjonalnie przygotowanym festiwalem. Jeśli już jest tak nieźle, to ciekawi mnie jak będzie, gdy za dwa lata będziemy świętowali dwudziestolecie imprezy? Może w końcu odbędzie się ona w obiecywanym od dawna nowym miejscu?

Tekst ukazał się w numerze „Teraz Rocka” z sierpnia 2011 (102)

 

POWIĄZANE KONCERTY

  • Brak powiązanych koncertów
Brak komentarzy
Dodaj komentarz
Treść komentarza...