2008-08-01 00:00:00
Anathema
Duchy przeszłości
Wystukałem podany mi adres w okienku programu Skype. Po chwili najpierw usłyszałem głos, a za moment pokazał się obraz. Danny Cavanagh siedział w nowym studiu, a z oddali dobiegały głosy innych muzyków Anathemy. Gitarzysta, popijając wodę, opowiedział mi o nowym albumie Hindsight.
 
Skąd idea płyty akustycznej?
Ten pomysł chodził nam po głowie od jakiegoś czasu, ponieważ zazwyczaj, kiedy tworzymy, na samym początku jest gitara akustyczna lub fortepian. Taka forma przedstawienia tych kompozycji była więc czymś naturalnym. Rozmawialiśmy o takiej płycie przynajmniej od pięciu lat, a może dłużej. A teraz uznaliśmy, że nadszedł właściwy moment. Poza tym zagrałem w ostatnim czasie sporo akustycznych koncertów i bardzo to polubiłem. Pomyślałem więc, że to dobry pomysł, aby w takiej formie zarejestrować utwory w rodzaju Fragile Dreams czy One Last Goodbye. Słuchając na przykład One Last Goodbye, możesz zauważyć, że niby jest to ta sama piosenka, ale tu ma zupełnie inny klimat. I to jest powód, dla którego to zrobiliśmy.
 
Na końcu Hindsight pojawia się premierowa kompozycja Unchained (Tales Of The Unexpected). Co sprawiło, że zdecydowaliście się wzbogacić ten materiał nowym utworem?
Mieliśmy nową piosenkę, która idealnie pasowała klimatem do całości. Z fortepianem, wiolonczelą, gitarami akustycznymi. Jakby została napisana specjalnie na tę płytę. Ten album brzmi trochę jak z innej epoki. Brzmi, jakby opowiadał o duchach przeszłości. Ja go przynajmniej tak odbieram. I ten utwór miał dokładnie taki sam klimat.
 
W A Natural Disaster główną partię wokalną wykonuje Lee Douglas...
Śpiewała z nami na płycie A Natural Disaster, a także śpiewa na koncertach. Jest w zespole od siedmiu lat...
 
Skąd zrodził się pomysł, by wzbogacić partie wokalne Anathemy o głos kobiecy?
Lee jest siostrą naszego perkusisty, Johna Douglasa, ma świetny głos i jest częścią zespołu. Stało się to więc bardzo naturalnie. Lee dodała naszej muzyce kobiecości, wprowadziła pewien rodzaj emocji, które świetnie się sprawdzają w połączeniu z naszym graniem.
 
Jak wybieraliście kompozycje, które trafiły na Hindsight?
To było łatwe, bo grając wcześniej takie koncerty, mogliśmy przekonać się, jak dane kompozycje sprawdzają się w takim opracowaniu. Fragile Dreams, Angelica, A Natural Disaster czy One Last Goodbye właściwie wybrały się same. To są nasze klasyczne kompozycje. Prawdopodobnie najbardziej popularne. Tak więc to nie był trudny proces. Wybraliśmy kawałki w jakieś pięć minut.
 
Niedawno dobiegła końca praca nad waszym studiem. Co się zmieniło od momentu, kiedy macie własny kąt do pracy?
Przede wszystkim częściej się spotykamy. To jednak jest tylko tymczasowe studio. Ale zmieniło się to, że teraz możemy siedzieć w studiu, ile nam tylko się chce. Mamy wystarczającą ilość czasu. Nie musimy zastanawiać się nad tym, ile to będzie nas kosztowało. Co ma swoje dobre i złe strony, bo w takich warunkach trudno o dyscyplinę. Ale możemy pozwolić sobie na eksperymenty. Wiele zespołów tak pracuje. W swoim czasie, bez pośpiechu. Ale nie wiem, czy tak będzie wyglądała nasza praca zawsze. Ciągle podoba mi się pomysł wynajęcia ekskluzywnego studia, gdzie stoi wielki fortepian i dostępny jest cały ten luksus.
 
Wspomniałeś kilka razy o swoich solowych koncertach. W marcu zeszłego roku odwiedziłeś z nimi także Polskę. Zastanawia mnie jednak, co spowodowało, że zdecydowałeś się sam wyruszyć z koncertami?
Robię to często. Dlatego, że uwielbiam śpiewać. Poza tym jak jestem tylko z gitarą, to są bardziej efektowne występy. Mój głos sprawdza się w takiej sytuacji bardzo dobrze. To jest do mnie bardzo naturalna sytuacja. A że ludziom to się podoba, robię to nadal.
 
Dzisiaj Anathema to bardzo familijny zespół. Czy relacje rodzinne pomagają czy przeszkadzają w codziennej pracy?
Oczywiście nie wszystko układa się idealnie. Czasami jedne problemy komplikują coś innego. Ale ja czuję się lepiej, będąc w otoczeniu braci. Bo za wszystkim, co robimy, stoi miłość. Nawet kiedy ze sobą walczymy. Myślę, że nie potrafilibyśmy robić tego, co robimy, w innym składzie. Dzielimy się wszystkim: pieniędzmi, lojalnością, władzą. Pieniędzmi z koncertów... Wiesz, jeśli spojrzysz na inne zespoły, które odniosły sukces, gdzie jest frontman, ludzie w cieniu zmieniają się nieustannie. Grają koncerty w Stanach i okazuje się, że gra inny gitarzysta, perkusista czy klawiszowiec. A dzieje się tak dlatego, że zespół jest wizją jednego człowieka. Tymczasem Anathema to wizja pięciu czy sześciu osób. Myślę, że nie ma lepszego zespołu komponującego razem w całej Europie.
 
Tekst w całości ukazał się w numerze „Teraz Rocka” z sierpnia 2008 (66)
MICHAŁ KIRMUĆ
powrót do listy
archiwum
|
prenumerata
|
redakcja
|
newsletter
|
regulamin
|
kontakt/reklama
|
about us
2006 Orange Media s.c. Wszelkie prawa zastrzeżone
projekt: madonet