2003-03-01 00:00:00
Kora
cudowna szata

Na okładce najnowszej, wydanej w lutym, płyty Kory jej wizerunek upodobniony został do autoportretów Fridy Kahlo, meksykańskiej malarki, zmarłej blisko pół wieku temu. Nie miała ona szczęścia być artystką docenioną za życia, ale ostatnimi czasy jej sztuka cieszy się wielkim uznaniem, a jej biografia stała się tematem filmu Julie Taymor, w którym brawurowo zagrała główną rolę Salma Hayek i... który na ekrany polskich kin trafił niemal równo z ukazaniem się Kora ola ola !

Kora mówi mi, że była to zbieżność przypadkowa, a nie jakiś superpomysł promocyjny. Ale przy tym uśmiecha się tajemniczo. Jedno tylko jest pewne: nie byłaby sobą bez tego uśmiechu.

I bez takiej płyty jak Kora ola ola !

Choć – jak się dowiaduję – ten pierwszy solowy album Kory z prawdziwego zdarzenia (Ja pana w podróż zabiorę było minialbumem, podsumowującym sesje radiowe z lat 1990–93, a Magiczne słowo sukces to składanka) ma trochę skomplikowaną historię. Do nagrania płyty namówił ją Mateusz Labuda, jej menażer. Mateusz przynosił mi kompozycje różnych polskich muzyków z myślą o mojej płycie solowej, a ja miałam do nich pisać teksty... Okazało się jednak, że Korę-autorkę tekstów tak naprawdę tylko stymuluje spółka z Markiem Jackowskim, której – jak pewnie wszyscy wiedzą – zawdzięczamy cały ten ogromny i wspaniały dorobek Maanamu (On jest takim totalnym, wspaniałym kompozytorem...). Musiała więc zaistnieć sytuacja kowerowa, taka typowo śpiewacza sprawa – podsumowuje Kora. A od numerów Maanamu zaczęliśmy, miało mnie to zachęcić do nagrania tej płyty. Największą jednak zachętą było pojawienie się Reinalda Ceballo, uzdolnionego kubańskiego muzyka, który zadomowił się w naszym kraju. Korę zachwycił jego aranżerski talent. Rei dał utworom cudowną szatę – to majstersztyk. Zrobił coś takiego, żeby możliwy był prosty odbiór, ale też żeby mógł w tym znaleźć coś dla siebie ktoś, kto interesuje się muzyką. Poza kilku utworami Maanamu, Ceballo wziął na warsztat klasykę polskiego popu, stare przeboje, do których Kora ma sentyment: od przedwojennych tang z repertuaru Mieczysława Fogga po piosenki będące ozdobą rodzimej rozrywki lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Do sesji nagraniowej Rei przystąpił z zespołem o międzynarodowym składzie, niekiedy rozrastającym się do ponad dwudziestoosobowej orkiestry (jak w Pod papugami) i złożonym z instrumentalistów grywających na co dzień przeróżny repertuar (od jazzu i flamenco po muzykę poważną). Płycie – zawierającej też jedną jego kompozycję, Ola! Ola! – nadały ton stylowo „dolatynizowane” wersje utworów.

Jednak nie wszystko z Kora ola, ola! mieści się w typowo rozrywkowym, relaksującym nurcie. W zaczerpniętym z maanamowego repertuaru utworze Słońce jest okiem, za sprawą tekstu – wyjątkowo: autorstwa Kamila Sipowicza – jest nadal protestsongowo. A finał płyty to W krainie ciemności, utwór znany z płyty Kory z Püdelsami (tam jednak zaśpiewany przez Maćka Maleńczuka), z tekstem, w którym Piotr Marek zapowiada swą samobójczą śmierć... Trwa przeszło 7 minut, godzi zagrywki spod znaku jazzowego fusion z nowofalowym klimatem i może zaintrygować też fanów „rockowej” Kory. To bardzo dramatyczny utwór i dlatego go kocham – wyjaśnia mi ona. Zostało to live nagrane w Studiu Agnieszki Osieckiej, gdy właściwie jeszcze zespołu nie było, jako pierwsza rzecz. Wtedy nie wiedzieliśmy – co właściwie będziemy nagrywać i z kim! Ale postanowiliśmy to zostawić na płycie. Mieliśmy tylko problem, że w tekście dwa razy pojawiają się wulgaryzmy... które dla mnie wulgaryzmami nie są! Ale ponieważ płyta miała być skierowana do szerokiego grona... No i ostatecznie w dwóch miejscach trzeba się domyślać, co za słowo zaśpiewała Kora. Nie sądzi jednak, żeby popełniony został jakiś wątpliwy kompromis. Ale też zaraz zastrzega się: To wcale nie jest tak, że z wiekiem człowiek jest coraz bardziej świadomy różnych spraw. Życie ludzkie jest jak wchodzenie w las. Najpierw jasno, a potem coraz ciemniej. Jedno tylko już na pewno wiem: człowiek jest zawodną maszyną, bo jest żywy... Opowiada, jak to kilka lat temu miała poważne kłopoty ze zdrowiem: ciężki stan zapalny. O tym, że teraz jest w świetnej formie świadczyły koncerty promujące Kora ola, ola!

Czy nie myślała o tym, żeby jej solowa płyta była jednak bliższa rocka? Po co miałabym to robić – mam przecież rockowy zespół Maanam. Można byłoby pójść w taką totalną awangardę, którą kocham – zawsze chętnie słucham The Residents. Ale myślę, że ta sentymentalna nuta, która we mnie jest, popycha mnie do pięknego śpiewania. Awangarda mnie kusi, ale nie wiedziałabym z kim to teraz u nas zrobić...

Tekst w całości ukazał się w numerze „Teraz Rocka” z marca 2003 (1)

WIESŁAW KRÓLIKOWSKI
powrót do listy
archiwum
|
prenumerata
|
redakcja
|
newsletter
|
regulamin
|
kontakt/reklama
|
about us
2006 Orange Media s.c. Wszelkie prawa zastrzeżone
projekt: madonet