2010/06/01

Anathema
We’re Here
Because We’re Here
Kscope
4
Thin Air; Summernight Horizon; Dreaming Light; Everything; Angels Walk Among Us; Presence; A Simple Mistake; Get Off, Get Out; Universal; Hindsight
Skład: Vincent Cavanagh – voc, g; Daniel Cavanagh – g, voc, k; Les Smith – k; Jamie Cavanagh – b; John Douglas – dr; Lee Douglas – voc
Produkcja: Anathema
|
|
Siedem lat. Aż tyle musieliśmy czekać na nowy, premierowy materiał Anathemy. Skończyliśmy go, lada moment się ukaże – obiecywał Danny Cavanagh i podawał kolejne tytuły, jakimi miało być opatrzone to dzieło – Everything, Paradigm Shift. „Horizons” nadchodzi, już prawie jest – mówił podczas koncertu w Warszawie, w październiku 2008. Ale chyba wielu anathemaniaków zaczęło już tracić nadzieję – nawet nie na dobrą płytę, ale na płytę w ogóle... A jednak – nie jako Horizons, ale pod pełnym wiary i siły tytułem We’re Here Because We’re Here, opatrzony świetlistą okładką – album ukazał się. I jest dokładnie taki, jak moglibyśmy sobie wymarzyć.
Ósmy album Anathemy podąża dalej drogą wytyczoną przez rewelacyjny A Natural Disaster. Wypełnia go muzyka pełna ulotnego piękna i subtelności, choć nie stroniąca od gitarowego uderzenia, ale przecież od dawna już nie metalowa. To raczej ten rodzaj gitarowej mocy, którą na swych albumach preferuje Porcupine Tree (np. A Simple Mistake), album zresztą miksował lider tej grupy. Mamy tu transowe rytmy, narastającą intensywność, dramatyczne zmiany dynamiki (np. Thin Air, Summernight Horizon), a przede wszystkim cudowne, czasem pełne tęsknoty, czasem złości, raz rozmarzone, raz naznaczone poczuciem tragedii melodie. Bardziej piosenkowe, ale również powoli nabierające dźwiękowego przepychu (te smyki!) Dreaming Light to czyste piękno w parze z uczuciem nadziei. Z kolei Everything, gdzie równoprawną wokalistką staje się Lee Douglas to – prawdziwy ewenement na albumach Anathemy – rzecz pełna radości.
Rozbudowane formy, prawdziwie progresywne poszukiwania grupy wciągają, hipnotyzują, potrafią oszołomić. I chociaż można wskazywać odniesienia do takich mistrzów jak Pink Floyd czy Camel (np. instrumentalny Hindsight), nie ma wątpliwości, że to po prostu Anathema. Po siedmiu latach walki o przetrwanie, szarpana wewnętrznymi konfliktami, pozbawiona wsparcia wytwórni wróciła większa i potężniejsza. I znowu w doskonałej formie.
JORDAN BABULA











