2010/06/01

Fiction Plane
Sparks
Roadrunner
4
You Know You’re Good; Out Of My Face; Push Me Around; Talking; Revenge; Two Sparks; Tommy; Humanoid; Zero; Russian LSD; Denied
Skład: Joe Sumner – voc, b; Seton Daunt – g; Pete Wilhoit – dr
Produkcja: Paul Corkett
|
|
Joe Sumner i jego Fiction Plane świetnie wypełniają pustkę po The Police. Gdyby Sting, ojciec lidera, nagrał z dawnymi kolegami taką właśnie płytę, byłoby naprawdę nieźle.
Cóż, Joe nigdy pewnie nie uwolni się od porównań do ojca. A to dlatego, że ma niemal identyczny głos co on. Na szczęście używa go w sposób, o jakim tata chyba zapomniał. Bardziej zadziornie. Co jednak ważniejsze, jest wraz z kolegami utalentowanym twórcą piosenek. Trzecia studyjna płyta Fiction Plane jest tego najlepszym dowodem.
Album rozpoczyna się efektownie, od dynamicznego, bardzo przebojowego You Know You’re Good (La La La Song), napędzanego trochę summersowską partią gitary. Grupa ma w sobie punkową zadziorność (przy zapadającej w pamięć melodyce). O czym świadczy chociażby Revenge. Police’owskie frazowanie słychać też w Two Sparks, zbudowanym wokół fajnego tematu gitary, a także w Talking, gdzie jest ciekawie poprowadzona linia wokalna (moment, kiedy we wstawce głos pojawia się w pauzach, to czysty majstersztyk).
Urok muzyki Fiction Plane polega na połączeniu prostoty aranżacyjnej z bogactwem dźwiękowym. Niby grają tylko gitara i sekcja rytmiczna, a jednak utwory są... pełne. I melodyjne. Takie piosenki jak Out Of My Face czy Push Me Around (tu znowu odzywa się gitara akcentująca jak w muzyce reggae), już po pierwszym przesłuchaniu zapadają w pamięć. Jednym z najbardziej zwracających uwagę numerów na płycie jest Tommy, z ciężką, brudną zwrotką (gdzie głos brzmi zupełnie inaczej, niż w pozostałej części płyty) i prostym, wyrazistym refrenem. W tej kompozycji pojawia się też bardziej eksperymentalna pod względem rytmicznym i brzmieniowym solówka gitarowa.
W drugiej szczęści płyty Fiction Plane podąża w bardziej klimatyczne rejony. Zwrotka stonowanego Humanoid ma w sobie coś hipnotycznego. Tutaj jakby do głosu dochodziły fascynację muzyką U2 (tego z lat 90.). Jeszcze bardziej subtelnie robi się w Zero, opartym na niezwykle prostej partii basu, z bardzo przestrzennymi partiami gitary. Intrygujący, trochę leniwy nastrój wprowadza Russian LSD. Z kolei album kończy piękna i bardzo osobista ballada Denied.
Może to, co prezentuje Fiction Plane, nie jest specjalnie odkrywcze, ale chłopaki mają dar pisania znakomitych piosenek. Mam nadzieję, że Joe Sumner nie skończy jak Julian Lennon, Simon Collins czy inni synowe sławnych ojców. Bo naprawdę zasługuje na to, by świat go docenił. Ja w każdym razie mam problem, aby wyjąć Sparks z odtwarzacza.
MICHAŁ KIRMUĆ











