2009/11/01

Closterkeller
Aurum
Universal
4,5
Ogród półcieni; Złoty; Nocarz; Vendetta; Na nic to; 12 dni; Deja vu; Nie tylko gra (Soulflies Team); Między piekłem a niebem; I skończona bajka; Matka; Dwie połowy; Królewna z czekolady
Skład: Anja Orthodox – voc; Krzysztof Najman – b; Michał Rollinger – k; Mariusz Kumala – g; Janusz Jastrzębowski – dr
Produkcja: nie podano
Aurum to najlepiej brzmiący longplay w dorobku Closterkellera. Produkcja jest naprawdę zawodowa – przestrzenna, klarowna, mocna. To tym bardziej cieszy, bo na poprzedniej płycie, Nero, brzmienie niekiedy przyprawiało o rozpacz. Poza tym Aurum to jedno z najrówniejszych wydawnictw grupy Anji Orthodox. Są tu – jak na każdym regularnym albumie formacji, od Violet począwszy – kompozycje wybitne, natomiast nie ma ani jednej ewidentnej pomyłki (a tego udało się uniknąć tylko na Graphite). Płyta trwa 76 minut i jest bardzo zróżnicowana, zarówno klimatycznie, jak i tekstowo, co w przypadku tak długich albumów jest bardzo wskazane.
I właśnie od tekstów zacznijmy. Jeden wątek pojawia się częściej niż inne. Chodzi o relację matka-dziecko. Nie ma tu aż tak „macierzyńskiego” utworu, jak Babeluu, Anja opisuje natomiast trudny moment, w którym rodzic musi uświadomić dziecku istnienie zła (I skończona bajka), wskazuje też niebezpieczeństwo wynikające z kreowania wirtualnych przyjaciół przez dzieci, dla których rodzice nie mają czasu w „realu” (Nie tylko gra). Wreszcie – przedstawia matkę, której jedyny syn zginął na wojnie w dalekim kraju, a pocieszeniem nie może być list otrzymany od władz państwowych, które wyrażają uznanie dla postawy poległego. Dla matki bowiem nie ma sensu nawet płakać, gdy nie ma jego – nie ma świata... Anja zachowała umiejętność formułowania takich zapadających w pamięć fraz. Wyróżnia się też tekst Na nic to, odzwierciedlający szok, w jakim mężczyzna może znaleźć się po odejściu ukochanej. Ona już nie twoja, ona powróci w snach, to zaboli – na papierze wygląda to zwyczajnie, ale w interpretacji Orthodox naprawdę przyprawia o dreszcz. Słuchamy też o miłości w różnych odmianach: jest i wakacyjny romans (12 dni) i uczucie, o które trzeba walczyć w zaświatach (Między piekłem a niebem).
Jeśli chodzi o muzykę: numery z typowym dla tej grupy klimatem, oparte na gitarowych pajączkach, nabrały tu nowego kolorytu. Ogród półcieni hipnotyzuje gitarową, jakby dyskretnie podorientalizowaną frazą i śpiewem Anji w bardzo wysokim rejestrze. Michał Rollinger stosuje bardzo ciekawe klawiszowe barwy (Na nic to, I skończona bajka, a szczególnie – Matka oraz bazujący na dynamicznych kontrastach Dwie połowy). Mariusz Kumala wykonuje natomiast fajne gitarowe solówki – przeważnie stawia na klimat, na dźwięki niby proste, ale za to dobrze dobrane. Takie jego partie, jak ze Złotego czy Na nic to chce się od razu zanucić. Inna sprawa, że czasem te sola są dość podobne do siebie – na następnej płycie oczekiwałbym już większego urozmaicenia... Mamy też lekkie, poprockowe numery: Deja Vu, z niemal depechowym pulsem i zamaszystymi, „floydowymi” frazami gitary w tle, a także wybrany do promocji, choć najmniej ciekawy na płycie 12 dni (czyli do niedawna Majowy). Mój faworyt w kategorii przebojowej to jednak Nie tylko gra. Chwytliwy dziecięcy zaśpiew po prostu kosi jak ta seria ze Stena z tekstu. Za eksperymentalny można uznać numer Vendetta, z mocnym riffem, industrialnym klimatem i teatralnym śpiewem Anji. Jest jeszcze monumentalny, trzyczęściowy utwór Między piekłem a niebem, z melorecytacjami i „chorałami”, na mnie wywierający znacznie większe wrażenie, niż tak samo zatytułowany film Vincenta Warda, który rzecz zainspirował. No i wreszcie kompozycje według mnie najwspanialsze. Matka – numer udramatyzowany, nabierający z każdą sekundą rozmachu, począwszy od początkowego parlanda na tle spokojnego syntezatorowego akompaniamentu. Nocarz – zmiany tempa i klimatu, od jadowitego metalu po uspokojenia, plus karkołomne partie wokalne. I Na nic to. Świetna melodia towarzyszy wspomnianemu już tekstowi, kontrastującemu z niesamowitym spokojem, z fragmentami wręcz onirycznymi... Bardzo dobrym pomysłem okazało się też zakończenie płyty utworem Królewna z czekolady, który jakby nawiązuje do Ogrodu półcieni – tworzy się w ten sposób wyborna klamra.
Słyszałem już opinie, że Aurum to płyta zbyt długa. Kompletnie ich nie rozumiem... Dużo piękna to źle?
PAWEŁ BRZYKCY











