Artykuł

Judas Priest - sens życia

Data: 1 lipca 2011, autor: JORDAN BABULA

Czy pożegnalna trasa Judas Priest to ostatnia szansa na zobaczenie zespołu na żywo? Czy planowana na przyszły rok nowa płyta będzie ostatnią w jego karierze? Czy można zastąpić K.K. Downinga, gitarzystę, który z Priest grał od 41 lat? Na te i nie tylko na te pytania odpowiedział nam w związku z planowanym na 10 sierpnia koncertem legendy heavy metalu w Katowicach basista Ian Hill.

W grudniu zeszłego roku Judas Priest ogłosił, że jego najbliższa trasa będzie zarazem ostatnią w karierze. Nie mogę nie zadać tego pytania: dlaczego zdecydowaliście się na taki krok?

Wiesz... tak naprawdę wszystko sprowadza się do tego, że jesteśmy już za starzy. Z drugiej strony nie sądzę, abyśmy mieli już nigdy więcej nie wystąpić. Po prostu nie będziemy urządzać wielkich światowych tras – takich jak właśnie ta, ostatnia, Epitaph Tour, która zajmie nam większą część dwóch nadchodzących lat – albo i dłużej, bo wciąż dochodzą nowe terminy. Zastanawiam się tylko, ile z tych dwóch lat zostaje nam wolnego (śmiech). Myślę, że wymaganie od nas grania światowych tras koncertowych to już przesada. Natomiast zawsze zostaną występy podczas letnich festiwali.

Spodziewałem się takiej odpowiedzi, dlatego zastanawiam się, czy nie jest to swego rodzaju marketingowa ściema. Niby ostatnia trasa, a tak naprawdę nie zrezygnujecie wcale z koncertów.

Kto wie, może rzeczywiście tak się stanie? Nigdy nie masz pewności (śmiech). Tak naprawdę sprawa pozostaje otwarta. Zakładamy, że będzie to rzeczywiście ostatnie tournee, dla wielu ostatnia okazja, żeby zobaczyć nas na scenie. Ale nie chcemy rezygnować z muzyki – będziemy nagrywać płyty, wszystkie poprzednie będą wciąż na rynku. A jeżeli trafi się propozycja ciekawego koncertu, pewnie go zagramy – raz na parę miesięcy można sobie coś takiego zafundować. Ale nie możemy sobie pozwalać na wielomiesięczne trasy – już nie te lata. Występujemy przecież od czterech dekad! Zasłużyliśmy na odpoczynek. Poza tym, wiesz, wchodzą w to sprawy rodzinne. Rodziny się powiększają... ba, rodziny się starzeją (śmiech). Powiedzmy tak: jest wiele rzeczy, które trzymają nas w domu.

Trudno było podjąć taką decyzję?

Ej – no pewnie! Ja osobiście uwielbiam jeździć w trasy, kocham występowanie, przepadam za poznawaniem nowych fanów – czegóż w tym nie lubić? Ale przychodzi moment, w którym musisz zwolnić – to bardzo proste.

Zdradzisz jakieś szczegóły dotyczące waszych pożegnalnych koncertów? Czy będą jakieś ciekawe efekty specjalne, jaka będzie lista utworów?

Będzie co najmniej po jednym utworze z każdego albumu i przynajmniej jeden nowy utwór – z nowej płyty, która wyjdzie w przyszłym roku. A co do efektów specjalnych to cóż – będzie standardowo: sztuczne ognie, motocykl, dymy, wielkie światła, wizualizacje i wszystko, czego można oczekiwać. Ale też kilka niespodzianek.

Jak idzie wam praca nad kolejnym albumem?

Bardzo dobrze. Rob Halford i Glenn Tipton mają już napisanych wystarczająco dużo utworów, żeby złożyć z nich płytę, w tym trzy numery są już nagrane. Zdaje się, że wytwórnia upubliczni niedługo dwa z nich – jako zajawkę, sygnał, że zespół pracuje nad albumem. Pewnie stanie się to przed rozpoczęciem trasy, w każdym razie szybko (Judas ruszył w drogę 7 czerwca – przyp. jor).

Wasz ostatni album, Nostradamus, był zaskakujący – eksperymentalny, artystycznie bardzo ambitny, a przede wszystkim był konceptem. Możemy się spodziewać czegoś podobnego po nadchodzącej płycie?

Nie, nie, nie. Wystartowaliśmy tym razem z miejsca, w którym zakończył się Angel Of Retribution. Może będą tam brzmienia orkiestrowe, ale raczej symbolicznie, jako smaczki. Na pewno orkiestra nie będzie odgrywała takiej roli jak na Nostradamusie. Płyta będzie powrotem do tradycyjnego metalu – klasyczny album Priest. Zaskakująco niezaskakujący (śmiech).

Ujawnisz jakieś tytuły utworów, albo pomysł na tytuł całości?

Nie znam w sumie tytułów piosenek. A album roboczo nazywamy tak, jak nazwaliśmy trasę: Epitaph. Czy jednak taki tytuł się utrzyma – szczerze mówiąc nie mam pojęcia.

A spodziewasz się, że Judas Priest nagra jeszcze kolejne płyty?

Nie widzę powodu, żebyśmy mieli tego nie zrobić! A bez żadnych wątpliwości będziemy rejestrować większość naszych koncertów z trasy Epitaph – zabieramy cały potrzebny sprzęt, żeby zrobić to maksymalnie profesjonalnie. Podczas kilku z nich będą też kamery. Po studyjnym albumie możecie więc oczekiwać DVD i płyty koncertowej. Będzie na co wydawać pieniądze (śmiech). 

Glenn Tipton podkreśla, że w żadnym wypadku nie kończycie działalności Judas Priest.

Pewnie, że nie. Myślę, że rozwiązując Judas Priest stracilibyśmy sens życia. Zżarłaby nas nuda. Od dwóch miesięcy mamy wolne a mnie już nosi. Gdyby bezczynność miała potrwać dłużej, bez wątpienia bym zwariował.

Tekst w całości ukazał się w numerze „Teraz Rocka” z lipca 2011 (101)

Brak komentarzy
Dodaj komentarz
Treść komentarza...