Płyta

Pearl Jam: Twenty

Data: 1 grudnia 2011, autor: BARTEK KOZICZYŃSKI
Tagi: Pearl jam

Miłym zwyczajem stała się kinowa projekcja co ważniejszych filmów muzycznych przed ich szybkim wprowadzeniem na DVD. Dokument poświęcony historii Pearl Jam przeszedł taką drogę i dobrze, bo – w przeciwieństwie do wielu innych – trafia do rąk fanów z polskimi napisami.

Columbia

4

Miłym zwyczajem stała się kinowa projekcja co ważniejszych filmów muzycznych przed ich szybkim wprowadzeniem na DVD. Dokument poświęcony historii Pearl Jam przeszedł taką drogę i dobrze, bo – w przeciwieństwie do wielu innych – trafia do rąk fanów z polskimi napisami.

Cameron Crowe nie nastawiał się na zrobienie drobiazgowej biografii, szczegółowo dokumentującej karierę grupy. To raczej impresja na kanwie historii Pearl Jam, zrealizowana w modnym ostatnio stylu (filmy o The Doors czy Joe Strummerze) – mieszającym archiwalne zdjęcia zespołu, dokumentalne obrazy z epoki, stare i współczesne wywiady oraz oczywiście występy. Zmontowane dynamicznie, z trzymającą w napięciu narracją.

Pearl Jam jest zespołem na tyle młodym, że załapał się na czas popularności sprzętu VHS, nie ograniczającego kosztami taśmy. W dodatku nie zaczynał od zera, lecz jako spadkobierca ugruntowanej grupy Mother Love Bone. Dzięki temu mamy mnóstwo zakulisowych obrazków od najwcześniejszych etapów działalności, profesjonalne nagrania zresztą też (rejestracja drugiego koncertu w karierze!). Wielką sprawą jest pokazanie historii zespołu na tle Seattle – mowa o scenie i mieście jako takim, zarysowanie fenomenu grunge’u (z fragmentami obnażającymi debilizm mainstreamowych mediów), rywalizacji z Nirvaną (wzruszający taniec Veddera i Cobaina) czy batalii z Ticketmaster (rewelacyjne ujęcia z zeznań muzyków przed rządową komisją). Przy takim ogromie materiału nic dziwnego, że pewne sprawy pokazane są skrótowo. Na przykład zmiany perkusistów w przyspieszonym – dosłownie – tempie. Nie znaczy to, że fani nie dowiedzą się niczego nowego. Nie słyszałem na przykład wypowiedzi wprost, że ktoś w zespole rządzi. Mike McCready wyznaje: kiedyś Stone, teraz Ed. A Gossard dorzuca swoje przemyślenia na temat odebrania mu władzy przez wokalistę... Muzycy przyznają też na przykład, że często grali koncerty kompletnie nawaleni – czemu towarzyszą odpowiednie obrazki. Ciekawe są też wypowiedzi dotyczące kiepskiego okresu kariery, wręcz granicy rozpadu. Wynika z nich, że zaczął się on w czasie wojny z Ticketmasterem (gdy instrumentaliści latali na koncerty odrzutowcem, a Vedder jeździł furgonetką), skończył natomiast z płytą Binaural i tragedią na Roskilde (która skłoniła artystów do nabrania dystansu i przemyślenia sensu tego, co robią).

W ramach dodatków dostajemy garść kilkuminutowych fragmentów niewykorzystanych, w których najciekawsze jest to, że muzycy przepytywani są w swoich domach, po których trochę oprowadzają. Toalety Veddera na pewno nie zobaczycie w MTV Cribs. Jedyne zastrzeżenia budzi tłumaczenie filmu. Sometimes we open for these guys naprawdę nie znaczy Czasami otwieramy dla nich drzwi. Natomiast He was critical about mixes of „Ten” to nie dziwaczne Był krytyczny wobec składanki w „Ten”. I najlepsze: Fans sidelined by flip-flop in Pearl Jam’s tour (tytuł artykułu o odwoływaniu koncertów grupy organizowanych poza strukturami Ticketmaster) – Fani w japonkach wykluczeni z koncertu Pearl Jam... Sytuacje te są na szczęście rzadkie, ale zgrzytają.

 

 

Ocena albumu: 4 / 5

POWIĄZANE PŁYTY

  • Brak powiązanych płyt
Brak komentarzy
Dodaj komentarz
Treść komentarza...