Płyta

Kumka Olik: Nowy koniec świata

Data: 1 grudnia 2011, autor: MAREK ŚWIRKOWICZ
Tagi: Kumka Oli

Nie mogli lepiej trafić z tytułem pierwszego singla. Słowa Szukam się idealnie podsumowują drogę, jaką czterech młodzieńców z Mogilna podąża praktycznie od początku swej kariery. Mam wrażenie, że cały czas nie wiedzą, co tak naprawdę chcą grać.

Isound Labels

3

Bomby; Na dobry koniec; Na fale; Szukam się; Ta zima musi minąć; Wystarczy biec; Przepowiadanie przez powtarzanie; Lepiej smutno niż wcale; W kosmicznym statku nudzę się; To wszystko czego się boję; Wyjedźmy stąd

Skład: Mateusz Holak – voc, g, k; Kuba Holak – b, k, voc; Mateusz Blaszak – k, g, voc; Max Psuja – dr, voc; gościnnie: Wojciech Waglewski – voc, g

Produkcja: Kumka Olik

Nie mogli lepiej trafić z tytułem pierwszego singla. Słowa Szukam się idealnie podsumowują drogę, jaką czterech młodzieńców z Mogilna podąża praktycznie od początku swej kariery. Mam wrażenie, że cały czas nie wiedzą, co tak naprawdę chcą grać.

Zaczynali dwa lata temu od prostego, naiwnego, ale bezczelnie melodyjnego i pełnego młodzieńczej zadziorności indie rocka na Jedynce. Potem był przyspieszony kurs muzycznego dojrzewania i dużo bardziej ambitna, wygładzona, zdradzająca szerszą orientację w aktualnych trendach alternatywnego grania płyta Podobno nie ma już Francji. Okazało się jednak, że to znowu nie to. No i mamy kolejny wiraż – na Nowym końcu świata Mateusz Holak i spółka rozstali się z majorsem i postanowili powrócić do garażu.

Odstawili trąbki i syntezatory, odkurzyli gitary, rozkręcili piece, a w poszukiwaniu inspiracji przestali śledzić kolejne okładki „NME”. I nagrali hałaśliwą, szorstką, stuprocentowo gitarową płytę, która znacznie więcej zawdzięcza amerykańskiej alternatywie lat 90. i polskiemu rockowi z poprzedniej dekady, niż poszukiwaniom Vampire Weekend albo MGMT. Słychać tu zatem nawiązania do Nirvany (Na fale), Foo Fighters (Szukam się) czy Weezera (W kosmicznym statku nudzę się), słychać, że panowie są osłuchani ze stajnią Sub Popu i ze sceną college-rockową, ale słychać też ewidentną fascynację rodzimym graniem z czasów, gdy nie było ich jeszcze na świecie (Na dobry koniec, Ta zima musi minąć).

Można oczywiście wszystko to odebrać jako krok wstecz i wyważanie otwartych drzwi. Można zżymać się, że to w gruncie rzeczy bardzo proste, niemal ogniskowe granie. Jednak naturalna lekkość i przebojowość tych numerów – a przy tym mile łechcące rockowe ucho brudne, surowe brzmienie – sprawiają, że żadne eksperymenty nie są tu potrzebne. Nie ulega wątpliwości, że odpowiedzialny za wszystkie kompozycje Mateusz Holak ma nosa do nośnych refrenów i fajnych melodii – Szukam się to najlepszy przykład, ale otwierające zestaw Bomby czy oparte na gęstej grze gitar i wzbogacone gościnnym udziałem Wojciecha Waglewskiego Przepowiadanie przez powtarzanie też z miejsca wpadają w ucho.

Szkoda tylko, że Holak z płyty na płytę śpiewa z coraz bardziej irytującą, nonszalancką manierą – może i jest bardziej „indie”, ale zdecydowanie obniża to poziom przyjemności ze słuchania. Kolejnym mankamentem zaś są jego teksty – niespójne, często wręcz nieskładne, jakby napisane na kolanie (Czekam na/ gryzę się/ leżę i/ nie mówisz nic/ lepiej smutno niż wcale to tylko pierwszy z brzegu przykład). Choć i tu zdarzają się całkiem „lotne” frazy, jak choćby wykrzyczane na samym początku płyty Zakładam bombę w twojej głowie/ i nie zapomnisz mnie...

Trzecie dzieło Kumka Olik bomby może w głowach słuchaczy od razu nie założy, ale na pewno może się podobać – zwłaszcza miłośnikom melodyjnego gitarowego hałasu. A że w kontekście poprzednich dokonań grupy jest świadectwem coraz bardziej dojmującego braku pomysłu na siebie, to już całkiem inna historia.

 

 

Ocena albumu: 3 / 5

POWIĄZANE PŁYTY

  • Brak powiązanych płyt
Brak komentarzy
Dodaj komentarz
Treść komentarza...