Płyta

Lou Reed & Metallica: Lulu

Data: 1 grudnia 2011, autor: KRZYSZTOF CELIŃSKI

Artystyczna fuzja bulwersującej, ekspresjonistyczno-dekadenckiej literatury z metalową stroną rockowej mocy...

Vertigo

4

Brandenburg Gate; The View; Pumping Blood; Mistress Dread; Iced Honey; Cheat On Me; Junior Dad; Frustration; Little Dog; Dragon

Podstawowy skład: Lou Reed –  g, continuum, voc; James Hetfield – voc; Lars Ulrich –  dr; Kirk Hammett –  g; Robert Trujillo – b

Produkcja: Lou Reed, Metallica, Hal Willner i Greg Fidelman

Artystyczna fuzja bulwersującej, ekspresjonistyczno-dekadenckiej literatury z metalową stroną rockowej mocy... Tak można nazwać kontrowersyjne dziecko mariażu Lou Reeda z Metallicą. Reed zawsze szukał nowych sposobów na wyartykułowanie swojej specyficznej estetyki. Tym razem za sprawą najbardziej znanego reprezentanta nurtu metalowego udało mu się skutecznie namieszać. Niedokończona za życia opera Alban Berga o tym samym tytule była do tej pory najbardziej znaną muzyczną manifestacją skomplikowanej i tragicznej historii zdeprawowanej kobiety, oryginalnie stworzonej przez Franka Wedekinda na przełomie XIX i XX wieku. Reed wraz z ciemną stroną swej poetyckiej mocy wydawał się kimś idealnym do nadania tej literaturze współczesnego wyrazu artystycznego. Jeśli chodzi o mnie, to Reedowskie przesłanie dawno trafiło do paranoidalnej strony mojej estetycznej wyobraźni.  Z Metalliką, podobnie jak większość, jestem od dawna w dobrych stosunkach, słucham, gram i lubię, gdy moi uczniowie grają. Niemniej, gdy kilka tygodni temu, z rana, jadąc do pracy usłyszałem w radiu The View, o mało nie wjechałem w przydrożny słup. Z głośników leciała dekadencka melonarracja Reeda i mało zdefiniowane riffowanie zespołu. Powariowali? No fakt, że nie mam pimpride’owego systemu z samochodzie. Z bardzo mieszanymi uczuciami wkładałem więc te płyty do domowego odtwarzacza...

Okazało się, że w komforcie domowego studia potężnie nasycone brzmienie Metalliki i przeróżne wątki towarzyszących im smyczkowych aranżacji tworzą przekonujące tło dla poetyckich meandrów Reeda. Natomiast stylistyczne oscylacje między metalowymi ścianami dźwięku (Mistress Dread) a brzmieniami bliskimi Bowiemu (Iced Honey) przydają tej współpracy jakiejś dziwnej i surowej wiarygodności. Dzieło, które oryginalnie było przygotowywane z myślą o wystawieniu w Berlinie, w obecnym kształcie jest sfinalizowaniem kolejnego etapu artystycznej drogi Reeda. Jego słowa i stylistyka dominują, niezależnie od charakterystycznej gry zespołu i, trzeba to uczciwie powiedzieć, niezbyt pasujących do Reedowskich melodeklamacji wstawek wokalnych Hetfielda. Można jednak poddać się całkiem przekonujacemu transowi (np. Cheat On Me) i toczącemu stopieniu nastrojów. Podobnie transowe i bardzo Reedowsko natrętne wątki gitary w Pumping Blood i długie brzmienia smyczków w Junior Dad dowodzą, że w zdefinowanie ekspresyjnej palety tego dzieła zainwestowano mnóstwo natchnionej pracy. Na kanwie tej płyty można oczywiście zadać pytanie: co w loureedowej estetyce jest nadal tak wciągające? Może to, że tak trafnie sięga w głąb mroku naszych dusz? Może jest poetyckim uosobieniem naszych ciemniejszych stron? Na koniec cytuję Reeda: To najlepsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłem. A zrobiłem ją z najlepszym zespołem, jaki mogłem znaleźć na planecie. Krótko mówiąc, wszyscy zaangażowani byli szczerzy. To przyszło na świat w formie czystej. Popchnęliśmy to jak najdalej się dało w ramach otaczającej nas rzeczywistości. Chodzą słuchy, że mają nagrać razem następną płytę...

 

 

Ocena albumu: 4 / 5

POWIĄZANE PŁYTY

  • Brak powiązanych płyt
Dodaj komentarz
Treść komentarza...