terazrock.pl

Tony Iommi przyznał, że rozmawiał z gitarzystą Queen, Brianem Mayem, o wspólnych nagraniach.

Pomysł stworzenia wspólnego projektu przez gitarzystów Black Sabbath i Queen zrodził się już w 2000 roku, kiedy Brian May wystąpił gościnnie na albumie „Iommi”, firmowanym przez Tony’ego Iommiego.

Przystanek Woodstock wzmacnia skład

Pomysł ze względu na inne zobowiązania gitarzystów pozostał niezrealizowany, lecz panowie ponownie dyskutowali o nim w 2013 roku. Wtedy zrodziła się idea projektu interaktywnego, w którym udział wzięliby także fani. Brian May mówił:

Pomysł polegał na tym, żeby opublikować riffy, a fani mogliby ułożyć z nich piosenki.

Jednak i wtedy nie doszło do nawiązania współpracy, gdyż Iommi zajęty był pracą z reaktywowanym Black Sabbath. Temat powrócił niespodziewanie w ostatnich tygodniach. Tony jest już wolny od zobowiązań koncertowych z Black Sabbath, który oficjalnie zakończył karierę na początku lutego 2017 roku i otwarty jest na pomysł współpracy. W wywiadzie dla „EON Music” przyznał, że niedawno odwiedził go w domu Brian May i znowu rozmawiali o stworzeniu wspólnie muzyki. Ponoć obaj są chętni, jednak teraz Brian May wyrusza w trasę z Queen i wszelkie plany będą musiały poczekać przynajmniej do końca tego roku. Iommi zapewnia jednak, że jest chętny i że współpraca jest „całkiem możliwa”.

Queen z Davidem Bowiem

Niewykluczone, że ujawnione zostaną także nagrania Queen z Davidem Bowiem. David Bowie zaśpiewał razem z Queen w utworze „Under Pressure” z 1981 roku, jednak podczas wspólnej sesji powstało coś więcej, jak zdradził Brian May.

Gitarzysta przyznał, że sesja nie była łatwa i David Bowie często spierał się z Freddiem Mercurym, jednak ogólnie zapamiętał ją jako przyjemną i owocną.

Takie rzeczy dzieją się w studiu. Lecą iskry i dlatego jest tak świetnie. Spierali się ze sobą w subtelny sposób, na przykład każąc na siebie czekać. Z jednej strony było to cudowne, z drugiej okropne. Dzisiaj pamiętam jednak głównie te wspaniałe rzeczy, a nie okropne.

Brian May przyznał jednocześnie, że nie wszystko, co zostało zarejestrowane podczas sesji z Davidem Bowiem ujrzało światło dzienne i myśl o opublikowaniu tych nagrań jest dla niego kusząca. Artysta jednak nie chciał jednak zdradzić nic więcej na temat tych nagrań.

Queen i Adam Lambert wystąpią w Polsce 6 listopada w łódzkiej Atlas Arenie. Trasa koncertowa Queen i Adama Lamberta po Europie rozpocznie się 1 listopada koncertem w praskiej O2 Arena. W czerwcu wystartowała amerykańska trasa koncertowa, która odbywa się w 40. rocznicę wydania albumu „News Of The World”.

Komentarze (14)
Aby dodać wątek musisz być zalogowany!
Poziom: 33
Lemmysomemoney dodano: 27.06.2017, 12:16 #1
Z tego newsa nie wynika absolutnie nic, chyba, że ktoś ma inne zdanie.
Ukryj odpowiedzi (1)
Cichy Bob [46.187.***.***] do Lemmysomemoney dodano: 27.06.2017, 16:09 #2
Z tego newsa wynika że Brian wpadł do Iommiego na herbatkę i sobie pogadali ,,/
Poziom: 12
ozzyjj dodano: 28.06.2017, 07:17 #3
ciekawa informacja, będę czekał niecierpliwie na efekty
mr_Bart [83.3.***.***] dodano: 28.06.2017, 13:29 #4
Poza tym, że Lemmy ma rację, to myślę, że jeśli panowie cokolwiek nagrają, to porywające to nie będzie. Ale i tak lepsze to niż jeżdżenie po świecie z jakimś przypadkowym, piszczącym chłopcem z telewizyjnego szoł, który ubrany w cekiny udaje wokalistę rockowego. Bardzo smutny komercyjny spektakl trwający już niestety wiele lat. Smutne w kontekście kilku porządnych, a nawet oryginalnych hard rockowych płyt, które zespół nagrał od 1973 aż do The game. Potem nastąpiła katastrofa wydawnicza, z krótkim otrzeźwieniem na The miracle i Innuendo i znowu katastrofa, tym razem także koncertowa, jakaś masa składanek mieszających utwory Queen i solowymi członków zespołu, jakaś archaicznie brzmiąca płyta z Paulem Rodgersem i na koniec wisienka na torcie, klasycy rocka, z dorobkiem i dobrym czasem lat 70-tych na koncie biorą wykonawcę z castingu, jakiegoś plastikowego chłopca, który ani pokoleniowo ani muzycznie nie pasuje do repertuaru i jadą z nim w trasę...a publika przychodzi i to już naprawdę dziwi.
Ukryj odpowiedzi (6)
Poziom: 11
jerry.pl do mr_Bart dodano: 28.06.2017, 14:31 #5
Pełna zgoda, szacunek kolego!
bazel [83.7.***.***] do mr_Bart dodano: 28.06.2017, 19:47 #6
przecież,to nie jest podpisywane jako Queen,tylko Queen + Adam lambert,czysta kolaboracja muzyków którzy graja piosenki grupy Queen,zwykły tribute, tak jakby członkowie motorhead wzięli jakiegoś wokalistę i śpiewali z nim piosenki motorhead, ja to odbieram jako taki hołd nic więcej,jak ktoś jest fanem Queen i kocha zespół to może sobie śpiewać,oni nie mają zamiaru przyćmić mercurego,a jak się nie podoba to nie słuchać.
bazel [83.7.***.***] do mr_Bart dodano: 28.06.2017, 19:50 #7
a już chyba nikt nie pamięta poprzedniej kolaboracji Queen + Paul Rodgers.
Poziom: 11
Riff Raff do bazel dodano: 29.06.2017, 23:35 #8
Pełna racja bazel! Widzę, że są jeszcze ludzie, którzy potrafią trzeźwo myśleć Uśmiech Co do wypowiedzi mr_Barta nie zgadzam się z twierdzeniem, że Queen w latach 80-tych wydawał kiepskie albumy. Zespół grał inaczej, bo muzyka na świecie się zmieniła, a Queen nie chciał stać w miejscu i nagrywać ciągle takie same płyty jak w latach 70-tych. To co nagrali po "The Game" to raczej oznaka ich odwagi, wszechstronności i chęci poszerzania muzycznych horyzontów. Te albumy są inne niż te z lat 70-tych, ale nie gorsze! Nie tylko klasyczny rock jest warty uwagi, warto otworzyć się na inne brzmienia tak jak robili to muzycy Queen... Edytowano 1 raz. Ostatnio: 29.06.2017, 23:41
Poziom: 11
jerry.pl do Riff Raff dodano: 30.06.2017, 13:25 #9
No nie no proszę, chcesz wmówić nam, że Hot Space i The Works są na tym poziomie co A Night At The Opera czy Jazz? Bądźmy poważni...
Poziom: 11
Riff Raff do jerry.pl dodano: 30.06.2017, 21:21 #10
Jestem jak najbardziej poważny, mój drogi. Queen nigdy nie wydali kiepskiej płyty, ten zespół był klasą samą w sobie (moim skromnym zdaniem to najlepszy zespół, jaki działał na naszej planecie). Oba wymienione albumy nie schodzą z wysokiego poziomu. Szczególnie cenię "The Works" z takimi nieśmiertelnymi przebojami (w najszlachetniejszym tego słowa znaczeniu) jak "Radio Ga Ga", "I Want To Break Free" czy "Hammer To Fall". A takie "Keep The Passing The Open Windows", "Machines" czy "Is This The World Created?" to też znakomite rzeczy, choć mniej znane. Na "Hot Space" też nie brakuje dobrych kawałków ("Under Pressure", "Las Palabras De Amor", "Back Chat"). Najlepsza płyta na imprezę i poprawienie sobie nastroju!
Poziom: 11
Riff Raff dodano: 30.06.2017, 21:24 #11
Wspólny projekt muzycznych geniuszy Briana Maya i Tony'ego Iommi'ego, jeżeli rzeczywiście do niego dojdzie, też z pewnością przyniesie świetną muzykę. Szkoda, że ich pokolenie powoli schodzi z muzycznej sceny. Obecnie istnieje kilka dobrych, młodych rockowych zespołów, ale w porównaniu do przełomu lat 60 i 70-tych to jednak obecnie jest mizeria...
Poziom: 20
maddog dodano: 30.06.2017, 22:16 #12
Szkoda, że Brian May nie zrobił tak jak Scott Gorham: przestał używać nazwy Thin Lizzy z szacunku dla zmarłego Phila Lynotta i tak powstał Black Star Riders a nie Thin Lizzy + ...
mr_Bart [83.3.***.***] dodano: 03.07.2017, 12:41 #13
Uhm...maddog ma rację, May miał nazwisko w latach 90-tych, mógł iść swoją drogą jak swego czasu Slash nagrywając pod swoim nazwiskiem, Foo Fighters po Nirvanie, New Order po Joy Division, można wyliczać. Nie chcę wdawać się w niepotrzebne dyskusje o estetyce, chyba widzę sprawę jak jerry.pl. Moim zdaniem Queen lat 80-tych to kilka singli - a być może jedyny warty zapamiętania do Under Pressure. Albumy Hot space, The works, czy A kind of magic, to przypadkowe zestawy singli plus wypełniacze. Brzmią jak wydawane na siłę, bo był kontrakt. Między Queen lat 70 i 80 jest artystyczna przepaść. Ale to samo było z GNR, świetny debiut i jazda w dół. Zresztą czytałem kiedyś wywiad z ówczesnym producentem zespołu, niejakim Mackiem i on to w zasadzie sam przyznaje. Wracając do Maya, moim zdaniem on bez zespołu się nie broni, wydał dwie płyty, wysłuchałem kiedyś. Natomiast porządne płyty wydawał Roger Taylor, chyba lepszy muzyk i ciekawy wokal. Ale one zupełnie przepadły. Szkoda. Tak czy inaczej siłą napędową zespołu był Mercury. Bez niego zespół przestał być twórczy. To coś pomiędzy żenującym auto tribute to, a weselnymi grajkami teraz z tym człowiekiem na wokalu, którego nie pamiętam nazwiska.
Poziom: 11
Riff Raff dodano: 03.07.2017, 21:59 #14
No cóż, kompletnie się z Tobą nie zgadzam. Myślę, że płyty Queen z lat 80-tych to coś więcej niż zbiory przypadkowych singli. Fakt, że Queen dopiero w latach 80-tych stał się prawdziwą megagwiazdą o czymś jednak świadczy. Wiedzieli jak tworzyć muzykę przystępną, przebojową, ale równocześnie ambitną, nieprzeciętną, nacechowaną ich własnym, niepodrabialnym stylem. Sugerowanie też, że Taylor był ciekawszym artystą niż May to też Twoja skrajnie subiektywna opinia. To jednak Mercury i May byli siłą napędową Queen i oni komponowali najwięcej, więc ich wpływ na sukces zespołu wydaje się największy, chociaż w tej grupie zawsze panowała demokracja i każdy miał wpływ na to jak zespół brzmiał... Oczywiście May I Taylor mogliby już nie używać szyldu Queen i występować pod własnymi nazwiskami, ale w tym przypadku nacisk promotorów koncertowych na muzyków jest silny. Wiadomo muzyka to teraz biznes, a koncert Queen sprzeda się o wiele lepiej niż koncert grupy May, Taylor & Lambert. Widać, że masz kompletnie inny gust od mojego, bo np. w przypadku GN'R najbardziej podobają mi się ich płyty "Use Your Illusion" i uważam, że dopiero na nich zespół rozwinął skrzydła, udanie połączył drapieżność z liryzmem. "Appetite..." pomimo czterech świetnych numerów jest jak dla mnie za szorstkie i za mało melodyjne. Ale to oczywiście kwestia gustu...
Komentarze (14 opinii) Skomentuj
© 2013 Advertigo S.A. All rights reserved
Projekt i realizacja: F3 Group