terazrock.pl
Wokalista U2, który był ostatnio uczestnikiem nieprzyjemnego lotniczego incydentu, nie przejął się bardzo ryzykiem utraty życia. Martwił się bardziej o zwierzęta, które mogły ucierpieć.

Kilka dni temu prywatny samolot Bono, wart ponad 50 milionów funtów Learjet 60 D-CGEO, mógł rozbić się podczas lotu między Dublinem i Berlinem. W drugiej części dystansu odpadła jedna z klap, która zabezpieczała luk bagażowy. Wszystkie przedmioty należące do muzyka i jego towarzyszy podróży spadły gdzieś na niemieckie pola.

Choć samo zdarzenie było niebezpieczne i mogło zakończyć się bardzo tragicznie, nie przestraszyło wokalisty U2 - martwił się o coś zupełnie innego...

Usłyszeliśmy ogromny huk. Myśleliśmy, że to turbulencje albo koło się wysunęło w czasie lotu. Ulga przyszła po 25 minutach, gdy bezpiecznie wylądowaliśmy. Okazało się, że konstrukcja samolotu sprawiła, że nie doszło do dekompresji. Zmartwił mnie brak drzwi i naszych bagaży. Na pewno kilka krów lub owiec z niemieckich wsi ma teraz poważny ból głowy.

Szczęśliwie nikomu nic się nie stało, a Bono nie odwołał nawet zaplanowanego w Berlinie występu. Specjaliści badają przyczynę tego nietypowego zdarzenia i podkreślają, że ogromną rolę w bezpiecznym dotarciu na miejsce odegrał doświadczony pilot, ponieważ po takim incydencie zachowanie maszyny jest nieprzewidywalne.

tagi: bono,samolot,u2
Komentarze - bądź pierwszy!
Aby dodać wątek musisz być zalogowany!
© 2013 Advertigo S.A. All rights reserved
Projekt i realizacja: F3 Group